czwartek, 9 sierpnia 2018

Część 37.



Część 37.

            Niedzielne godziny zdawały się płynąć po stokroć wolniej. Siedział w domu sam, z nikim się nie umówił. Minęła dopiero druga, a on już miał za sobą całą paczkę papierosów i trzy piwa. Nie wiedział zupełnie co ze sobą zrobić. Cholernie brakowało mu Billa i już trzy razy brał do ręki telefon, aby do niego zadzwonić, ale wciąż się wahał. W końcu kiedy nacisnął zieloną słuchawkę na wyświetlaczu, nie doczekał się, aby brat odebrał. Wściekły, odrzucił aparat na kanapę. Sam nie wiedział dlaczego znów dzwonił, bo nawet nie miał pomysłu jak z nim rozmawiać. Bill, z pewnością nawet nie dałby mu dojść do słowa. Wiedział jednak, że musi chociaż spróbować i był pewien, że zrobi to kolejny raz, do skutku, aż brat odbierze połączenie.
            Smętnie snuł się po mieszkaniu od okna do okna, nie wiedząc po co. Przecież nie spodziewał się ujrzeć wracającego do domu bliźniaka, który z pewnością teraz dobrze się bawił. Czuł się rozdarty wewnętrznie, najchętniej teraz pojechałby do Bastiena i tak po prostu wywalił go stamtąd na kopach, kazał natychmiast wracać do domu, gdzie było jego miejsce. Pewnie by i pojechał, ale już zdecydowanie za dużo wypił, na szczęście wciąż jeszcze myślał rozsądnie. Wiedział, że będzie z tym o wiele gorzej, jeśli wypije jeszcze kilka piw, bo wtedy zupełnie wyłączy racjonalne myślenie i gotów wsiąść do samochodu po pijaku. Nie, nigdzie nie pojedzie, nie zrobi tego. Pozostawała nadzieja, że czarnowłosy sam wróci w końcu do domu. Może i wróci, tylko kiedy? No dobra, da mu jeszcze dzień, góra dwa, a potem sam się tam wybierze i nie bacząc na konsekwencje, wytarga go stamtąd choćby i za te czarne kudły, i nakopie do tej chudej - ale jakże zgrabnej i ponętnej - dupy, a potem przemówi do rozsądku. Teraz jednak postanowił ponownie spróbować się do niego dodzwonić. Sięgnął po kolejne piwo i wrócił do salonu, zbierając z kanapy telefon, wybrał połączenie do Billa. Przerywany sygnał oczekiwania ciągnął się w nieskończoność. Paliła go ogromna nadzieja, że brat odbierze, jednak i tym razem się nie doczekał. Był bliski płaczu, chociaż wcale nie chciał płakać, bo według niego było to takie niemęskie. Pieprzyć to! Jest tutaj sam i nikt go nie widzi! I zaraz w ślad za tą myślą zapiekły go oczy, jednak nie rozpłakał się.
            Miotał się po domu, chodził z pokoju do pokoju, zamówił sobie pizzę, wypił jeszcze te kilka piw, ale złość i jakiś głupi honor nie poddały mu znów wcześniejszej myśli, żeby pojechać do domu Bastiena. Zamiast tego, zamroczony alkoholem uwalił się na niewielkiej kanapie, jaka stała pod zadaszeniem na tarasie i zasnął.
            I już nie zadzwonił.

***

            Bill wystrzelił ze studio szybkim krokiem, oszołomiony tym co się wydarzyło, a właściwie tym co zrobił Bastien, i na co sam dał mu nieme przyzwolenie. Bo jak można było nazwać brak jakiegokolwiek oporu i całkowitą uległość z jego strony? W dodatku sam nakłonił go do seksu oralnego. W kilkunastu szybkich krokach pokonał drogę dzielącą go od basenu, a kiedy zatrzymał się tuż nad nim, zastanowił dlaczego zamiast wrócić do sypialni, trafił właśnie tutaj. Płomień podniecenia już całkiem w nim zgasł, a echa spełnienia z każdą sekundą milkły, jednak serce wciąż tłukło się w piersi. Nie wiedział tylko czy z euforii, czy z obawy. A może po prostu poprzez najzwyklejsze wyrzuty sumienia i poczucie winy?
            Było mu wspaniale i cholernie przyjemnie przez te kilka chwil, to było absolutnie niezaprzeczalne, jak też i fakt, że Bastien piekielnie dobrze mu obciągnął. I dawno nikt nie zrobił mu tak zajebistego loda, chociaż musiał przyznać, że Andreas też był w tym dobry. Ale ten chłopak zrobił to tak idealnie, nieustannie operując językiem, w szczególny sposób pieścił go, zamykając pomiędzy miękkimi wargami. Nie potrafił pojąć, jakim cudem z taką łatwością wstrzelił się w jego upodobania, sprawiając mu rozkosz tak jak tego chciał. Wyprzedzał każdą jego myśl i każde pragnienie, wtedy, kiedy właśnie tego oczekiwał, raz mocno i stanowczo, a po chwili lekko i delikatnie. Idealnie i cudownie, lepiej chyba nikt nigdy nie dogodził mu w ten sposób.
            Przykucnął nad basenem i zaczerpnął w dłonie wody, którą obmył rozpaloną twarz. To wszystko przerażało go, a najbardziej przerażał teraz sam siebie. I co on najlepszego zrobił? A raczej do czego dopuścił i na co sobie pozwolił? Chyba do reszty zwariował. Emocje wirowały w nim, czuł się jak na huśtawce. Z jednej strony spełniony, rozluźniony, a z drugiej zaczynał się dręczyć każdą kolejną myślą. Tak, było zajebiście dobrze, ale przecież do jasnej cholery to była zdrada! Najzwyklejsza, podła zdrada!
            W jednej chwili wskoczył do basenu. Nie lubił pływać, a już na pewno nie długo i nie szybko, tymczasem chciał jakoś rozładować to emocjonalne napięcie, przepływając kilka razy długość basenu. Czuł ogromne zmęczenie i jakby coś ciągnęło go w dół, a jednak wciąż katował się wysiłkiem, płynąc znów i znów.
            – A, tu jesteś! – Usłyszał nad sobą głos Bastiena, kiedy oparł się dłońmi o brzeg basenu.
            – Wracaj do studia. Chcę pobyć sam – warknął, po czym odepchnął się i znów odpłynął.
            Blondyn, nieco zdziwiony jego oschłością, nie odpowiedział nic. Powiódł tylko za nim zdezorientowanym spojrzeniem i wrócił do domu. Bill odczekał jeszcze kilka minut. Miał nadzieję, że chłopak nie poszedł do sypialni, ani nie wejdzie mu w drogę, kiedy już wkroczy do wewnątrz. Nie chciał teraz go widzieć, nie chciał spojrzeć mu w oczy. Nie chciał, bo nie potrafiłby. I co najlepszego narobił? Spieprzył ich dobrą, przyjacielską relację, i nie mógł cofnąć czasu, chociaż, pewnie i tak niczego by nie zmienił. Znów uległby własnej pokusie poddania się jego ustom. Kiedy połączyła go namiętność z Tomem, myślał, że się zmienił, że ta miłość zmieniła go, ale wystarczyła chwila zwątpienia, a poddał się własnej żądzy, nie bacząc na konsekwencje.

***

            Stwierdziłem tamtego popołudnia, jaki straszny jest ze mnie dupek. Kim ja właściwie byłem? Chyba nie musiałem zadawać sobie tego pytania, bo odpowiedź była oczywista: byłem zwykłym skurwysynem. Jak mogłem to zrobić? Do czego doprowadziła mnie moja chora żądza? Nie umiałem się oprzeć, powstrzymać, nie potrafiłem. Teraz wiedziałem, że skrzywdziłem Toma, chociaż on o niczym nie wiedział, ale docierało do mnie także i to, że skrzywdziłem Bastiena. Z pewnością zareagowałbym zupełnie inaczej, gdyby okoliczności odsłuchania naszego kawałka były inne, gdybym wcześniej nie był bliski spełnienia. Wówczas pewnie na nic bym mu nie pozwolił, nawet na dotyk. Tymczasem ja, będąc w stanie niemal szczytowego podniecenia, dałem ponieść się ekscytacji, emocjom, i pozwoliłem aby mnie dotykał i pieścił. I wtedy już nie mogłem nic zatrzymać, byłem jak w transie pragnąc tylko zaspokojenia.
            Nie umiałem spojrzeć Bastienowi w oczy, więc jak spojrzę w oczy Tomowi?

***

            Bill po cichu skradł się na hol, nasłuchując czy z góry nie dochodzą jakieś odgłosy bytności gospodarza domu, ale tam panowała cisza. Po chwili usłyszał głośne basy dochodzące ze studio i odetchnął z ulgą, bo to upewniło go, że chłopak jest na dole. Szybko, po dwa stopnie pokonał schody i znalazł się znów w sypialni. Miał żal do losu, że pozwolił się przyłapać w takiej chwili, przez którą zupełnie zagubił rozsądek i pozwolił omamić się pożądaniu. Gdyby nie to, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej, z pewnością odsłuchałby tego numeru w zupełnym spokoju, koncentrując się tylko na muzyce.
            – Niech to szlag! – przeklął pod nosem bezradny. No cóż, niestety nie mógł cofnąć czasu, czego w tej chwili żałował, jak niczego przedtem. Chociaż… Nie w każdym kontekście.
            Powoli oswajał się z myślą, że będzie musiał uporać się z poczuciem winy i żyć dalej. Z pewnością nie przyzna się do tego przed Tomem, a z czasem uzna to za przeszłość i o tym zapomni. Tylko czy na pewno? Teraz znów przypomniał sobie ten akt i… nie do wiary! Poczuł lekkie mrowienie w podbrzuszu. Jego ciało pokrył dreszcz strachu i zadrżał. Nie, nie! Nie będzie chciał więcej, to się już nigdy więcej nie powtórzy!
            Zdecydowanym krokiem przeszedł do łazienki, gdzie zmienił bokserki na suche. Spojrzał w lustro i przeczesał mokre kosmyki palcami. Sięgnął po suszarkę i nie spuszczając spojrzenia z własnego odbicia w lustrze, podsuszył włosy. I znów poczucie winy zawładnęło całym jego istnieniem. Jeszcze chyba nigdy nie odczuwał w sobie takiej wybuchowej mieszanki uczuć. Ekscytacja na wspomnienie ust Bastiena, te pieprzone wyrzuty sumienia, i wstręt do samego siebie. Teraz dla odmiany zapragnął zobaczyć znów Toma, już nie myślał o jego ewentualnej, prawdopodobnej zdradzie, zupełnie jakby tym co sam zrobił, oczyścił go ze wszystkich win. W tej właśnie chwili uzmysłowił sobie, jak bardzo za nim tęskni i jak pragnie. Zresetuje pamięć, wywali to, co stało się dzisiejszego popołudnia, wróci do domu i wszystko będzie jak dawniej!
            Wypalił jak oparzony z łazienki, pozbierał wszystkie rzeczy i wpakował w nieładzie do torby, byle jak najszybciej stąd wyjść, byle nie natknąć się na Bastiena. I chociaż sam przed sobą przyznał, że to głupie i chamskie, a na dodatek dziecinne tak uciekać, to naprawdę, nie chciał go teraz widzieć. I wcale nie dlatego, że zmieniły się w nim jakieś uczucia względem chłopaka, bo nadal bardzo go cenił i lubił. Chciał stąd uciec przez poczucie winy i fakt, że zupełnie nie wiedział, jak ma teraz się zachować. Dwa, może trzy dni z daleka od niego, z pewnością wyciszą sumienie, a bliskość Toma wymaże każdą niechcianą myśl. Znów będzie szczęśliwy, spełniony i niczego, ani tym bardziej nikogo, nie będzie potrzebował.
            Ubrał się w pośpiechu, spakował laptop i bacznie rozejrzał, czy niczego nie zostawił. A nawet jeśli, pal licho! W ostatniej chwili chwycił z nocnej szafki telefon i odblokował. Dwa nieodebrane połączenia od Toma. Cudownie… Kiedy on właśnie bezecnie pieprzył gardło Bastiena, jego ukochany próbował się z nim skontaktować, chciał porozmawiać, może nawet prosić, aby wrócił do domu. Poczuł żal, a wyrzuty sumienia objawiły się ściskiem żołądka.
            Po cichu, na palcach zszedł po schodach na dół. Ze studia nadal dobiegał odgłos ciężkich bitów. I nagle poczuł się jak ostatni drań, próbując uciec bez słowa. Należało mu się przecież kilka słów, może nie wyjaśnienia, ale na pewno podziękowania. Smsa teraz mu nie wyśle, bo gotów wyjść i chcieć porozmawiać. Rozejrzał się i uchylił drzwi pokoju, w którym Bastien miał niewielkie biuro. Na stoliku zobaczył samoprzylepne bloczki, jakiś notes i pojemnik z długopisami. Odkleił jedną kartkę i skreślił kilka sugestywnych wyrazów:
            „Dziękuję Ci za wszystko z całego serca. Liczę na Twoją dyskrecję” - w tych kilku słowach zawarł wszystko, co chciał mu powiedzieć. Nie było sensu się rozpisywać. Był pewien, że chłopak doskonale będzie wiedział o jaką dyskrecję mu chodzi. Przede wszystkim Tom nie mógł się o niczym dowiedzieć, a jeśli nawet się przed nim wygada, i tak wszystkiemu zaprzeczy.
            Przykleił kartkę na widocznym miejscu, na wprost schodów biegnących w dół do studio, i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.
            Szybkim krokiem przebył drogę do wyjścia za ogrodzenie. Będąc już zupełnie niewidzialnym dla oczu mogących spoglądać przez okno z domu Bastiena, skręcił w prawo i pod osłoną żywopłotu ruszył przed siebie. Dopiero teraz zwolnił. Mógł zamówić taksówkę, ale nie chciał. Wolał przejść się, pomyśleć i wyciszyć. Naciągnął tylko bardziej czapkę tak, aby daszek był jak najniżej. Dzień był słoneczny, więc ciemne okulary nie były podejrzanym kamuflażem. Dość ciężką, obciążoną laptopem torbę zarzucił na ramię.
            Chyba jeszcze nigdy w tak krótkim czasie, nie popadał w aż tak skrajne odczucia. Teraz dla odmiany zrobiło mu się przykro, kiedy pomyślał jak poczuje się Bastien, gdy odkryje, że go nie ma. Sam pewnie poczułby się w takiej sytuacji podle, ale nie miał innego wyboru. Chociaż może i miał, w sumie zawsze jest jakiś wybór, ale po prostu nie chciał z nim teraz rozmawiać, bo najzwyczajniej w świecie nie miał pojęcia, jak by mu to wszystko wytłumaczył.
            Sięgnął do kieszeni, z której wyjął paczkę papierosów i zapalił. Zaciągnął się mocno, czując pierwszy strzał nikotyny. Od razu poczuł się nieco lepiej. Był jakiś wewnętrznie rozdygotany, jakby całe jego ciało chciało dać mu do zrozumienia, jak wielki popełnił błąd. Szedł wolno i choć chciałby już być w domu, musiał się jakoś uspokoić i wyciszyć. Ulica którą przemierzał, nie była zbyt ruchliwa. Typowa, dojazdowa droga do okolicznych, jednorodzinnych domów, toteż niezbyt często przejeżdżał nią jakiś samochód. A i pora nie była jakimś szczytem ruchu na drogach. Wczesne, niedzielne i słoneczne popołudnie, zachęcało do spędzania czasu w przydomowych basenach, a kto miał wyjechać za miasto, z pewnością zrobił to rankiem. Dlatego nieco się wzdrygnął, kiedy idąc pochłonięty ciężkimi myślami, po swojej lewej stronie, dostrzegł kątem oka jadący z wolna, niemal równo z jego krokiem, samochód. Odrobinę się zaniepokoił, w końcu nigdy nie wiadomo było, czy to przypadkiem nie jakaś psychofanka, lub inny świr czyhający na jego życie. Nie zamierzał się jednak nawet odwrócić, żeby zobaczyć kto to, jedynie bezpiecznie oddalił się od krawężnika i nie zatrzymując się, ani nie przyspieszając, szedł naprzód. Auto nieustannie, w tym samym tempie jechało obok, ale po chwili odsunęła się szyba i usłyszał:
            – Cześć Bill, może cię gdzieś podrzucić? To nie jest bezpieczne, żeby taka osoba jak ty, szła na pieszo sama! – Dopiero teraz czarnowłosy odwrócił głowę, przelotnie zerkając na żółte Ferrari, które jak na takie auto, w żółwim tempie przesuwało się tuż obok. Nie miał pojęcia, kim mógł być ten mężczyzna i nie miał nawet głowy się nad tym zastanawiać. Jego umysł zaprzątały zupełnie inne myśli, a ta twarz w ogóle nie była mu znajoma.
            – Dziękuję za dobre chęci, ale nie mam w zwyczaju wsiadać do samochodu obcej osoby.
            – Jakiej tam obcej! – zaśmiał się brunet w aucie. – Jestem bardzo dobrym przyjacielem Bastiena, więc to tak, jakbym był i twoim znajomym!
            Bill zatrzymał się, a wraz z nim Ferrari, którego drzwi od strony pasażera uniosły się do góry. Nie był fanem motoryzacji, ale przyznał teraz w myślach, że samochód był niezłym cackiem.
            Więc ten ktoś doskonale wiedział skąd wyszedł, znał Bastiena, wiedział, że są znajomymi.
            – Patrząc w ten sposób, to ja mam pół Berlina znajomych – zauważył z przekąsem, rzucając na chodnik peta i przydeptując go. Zdjął ciemne okulary, zawieszając je na dekolcie koszulki.
            – No nie bój się, naprawdę nie jestem jakimś psychofanem, wsiadaj, podwiozę cię, dokądkolwiek zmierzasz. Już wyprowadziłeś się od Bastiena, czy to tylko chwilowe? – zapytał chłopak, uśmiechając się uroczo. Teraz Bill przyjrzał mu się dokładnie. Był cholernie przystojny, to nie ulegało najmniejszej wątpliwości. Zastanowił się, czy to jedynie jakiś hetero kumpel Bastiena, czy może też był gejem i łączyło go z nim coś więcej? Wahał się, choć przecież i tak nie miał zamiaru iść do samego domu pieszo, a jedynie przejść się kawałek i wziąć taksówkę.
            – Wracam do domu – odpowiedział zwięźle.
            – Więc zapraszam! I bardzo przepraszam, nie przedstawiłem się, Max Geist – wyciągnął w jego stronę dłoń. I dopiero teraz Billa oświeciło. Max - to imię wypłynęło z ust Bastiena podczas kolacji, tuż po nagraniu ich wspólnego kawałka. Pochylił się lekko i uścisnął wyciągniętą do niego dłoń.
            – Bill Kaulitz – przedstawił się z grzeczności, bo chłopak doskonale wiedział z kim ma do czynienia.
            – To co? Wsiądziesz? Nie wiem gdzie mieszkasz, ale pewnie nie za rogiem i masz jakiś kawałek do chaty – Puścił mu oczko, jednak mimo zachęty Bill wciąż nie wsiadał. Teraz już wiedział kim jest ten uroczy brunet o zniewalającym uśmiechu. Auto kusiło swoim wnętrzem, a zachęcające słowa chłopaka - który teraz wydał mu się niezwykle ujmujący i miły - sprawiały, że mimo wątpliwości wsiadł. Drzwi natychmiast opadły, a on przez chwilę spanikował, czując się jak zwabiony w pułapkę. 
            – W takim razie dokąd? – zapytał brunet, a kiedy podał nazwę ulicy i numer domu, chłopak wpisał te dane w nawigację i na niewielkim ekranie wyświetliła mu się droga. Bill jednak nie mógł wiedzieć, że on tę drogę doskonale zna, jak też i wie gdzie mieszka, dlatego po jego pytaniu poczuł się spokojnie.
            – Bastien mi mówił, że coś nagrywaliście wspólnego. Aż tyle dni było do tego potrzebne? – zapytał chłopak, ruszając.
            – Nie, nagraliśmy to w jeden wieczór, wcześniej były próby i przymiarki, więc nagranie poszło sprawnie.
            – A to w takim razie nie pytam, pewnie inne, ważne sprawy zatrzymały cię na tak długo w domu Bastiena. – Max zaśmiał się, jednak w tym śmiechu Bill wyczuł nutę nerwowości. Więc to był ten wciąż zakochany w blondynie, jego były. A może teraz chciał z zazdrości o Bastiena go porwać? Poczuł zimny dreszcz na karku i plecach. Czy on nigdy nie nauczy się rozumu? Znów jego lekkomyślność zagrała pierwsze skrzypce.
            – To nie były ważne sprawy między mną a Bastienem, a na pewno nie takie, jak możesz myśleć. – Postanowił szybko tę sytuację wytłumaczyć. – Miałem problemy z bratem i z moim facetem, musiałem na kilka dni zaszyć się u niego. Nas łączy tylko przyjaźń i zawodowe stosunki, zapewniam cię, że żadne inne.
            Kiedy Max zatrzymał auto przed przejściem dla pieszych, odwrócił się i spojrzał na Billa. Nim światło zmieniło się, bardzo wnikliwie mu się przyglądał.
            – W sumie wcale bym się nie zdziwił, gdyby coś między wami było. Muszę przyznać, że jesteś zajebiście piękny.
            Czarnowłosy z przyjemnością zniósł to oceniające spojrzenie, tym bardziej, że w jego mniemaniu ocena wcale nie była wygórowana.
            – Tobie też niczego nie brakuje – odpowiedział zgodnie z prawdą. Chłopak był naprawdę przystojny, a do tego przemiły, i tym komplementem poważnie u niego zaplusował.
            – Nie brakuje, a jakże, mimo to Bastien mnie nie chce.
            – No właśnie. Dlaczego nie jesteście razem?
            – Musisz o to zapytać jego, skoro się przyjaźnicie z pewnością ci odpowie.
            Bill pamiętał, kiedy blondyn przy okazji telefonu od chłopaka, wspomniał o nim, jednak nie było to zbyt miłe wspomnienie, dlatego teraz wolał to przemilczeć.
            – To są jego osobiste sprawy, więc chyba nie będę drążył.
            – A ty? Nie wiedziałem, że masz kogoś. Media o tym nie wspominają.
            – Dobrze się ukrywamy – uśmiechnął się Bill.
            – Podziwiam, że wam się to udaje. Kiedy my z Bastienem kręciliśmy ze sobą, pisały o nas wszystkie tabloidy – zaśmiał się. Bill jednak w ogóle sobie tego nie przypominał, a przecież zaglądał tu i ówdzie od zawsze, i wcale nie dlatego, że interesowały go jakieś inne gwiazdy. On bardziej szukał informacji o sobie, i o Tomie, sprawdzał, gdzie, co, i jak piszą. No ale takie wzmianki o Bastienie mógł pominąć, bo wtedy prawie go nie znał.
            – Może dlatego nam się udaje, że nie bywamy razem w publicznych miejscach.
            Max wyłapał ostatnie dwa słowa. Więc tym jego „ukrytym” facetem nie mógł być Bastien, bo z nim włóczył się po knajpach, chodzili razem na zakupy, więc ta opcja odpadała. Może naprawdę się tylko przyjaźnili, a może była to przyjaźń z bonusem? Tak, czy inaczej, dobrze by było tego Kaulitza wyeliminować z gry i miał na to w głowie już swój plan. Trzeba będzie tylko zdobyć choć w minimalnym stopniu jego zaufanie, może nawet odrobinę się zakumplować, a sprawy z pewnością pójdą w dobrą stronę. Nie miał jednak pojęcia, że Bill wcale nie zamierzał zabierać mu Bastiena, a epizod jaki się właśnie między nimi wydarzył, chciał puścić w niepamięć i wcale do tego nie wracać, a na pewno nie miał zamiaru powtórzyć niczego z podobnych temu rzeczy.
            – Za niecały tydzień premiera live nowego krążka Bastiena, będziecie w „Baron House”? Bo na pewno Bastien was zaprosił.
            – Masz na myśli mnie z moim facetem? – zapytał Bill.
            – No tak, w zasadzie tak.
            – On ma być, ale nie ze mną, tak będzie bezpieczniej. Ja będę z bratem i kilkoma ludźmi z mojego otoczenia. – odrobinę skłamał. – A ty będziesz?
            – Jasne, że tak, przecież nie opuszczę takiego wydarzenia – odparł Max. Tak naprawdę wciąż nie dostał od Bastiena zaproszenia, choć już wcześniej go o to prosił. Mógł sobie kupić wejściówkę, ale wówczas nie będzie mógł wejść do strefy „vip”, a to było dla niego najważniejsze. Wiedział, że teraz będzie musiał przycisnąć go mocniej. – A kiedy premiera tego co razem nagraliście?
            – Masz na myśli wspólną płytę z zespołem?
            – Nie, nie, to tylko twoje i Bastiena.
            – No na pewno nie teraz, na jakimś z kolejnych pokazów, ma być jakiś nowy, utalentowany DJ i wtedy damy premierę tego naszego i jeszcze jednego, jaki nagrał z jedną wokalistką.
            – A z którą? – zapytał Max.
            – Nie mam pojęcia, żadnej nie poznałem.
            – Pewnie z Caroline, dobra z niej dupa. Gdybym był hetero, już byłaby moja – Brunet uśmiechnął się pod nosem. – Swego czasu nawet się z nią trochę zaprzyjaźniłem, ale potem wyjechała do Stanów, miała tam jakiś kontrakt.
            Bill tylko wzruszył ramionami. Na tę chwilę, nie interesowały go żadne kobiety, choćby najpiękniejsze, mimo, że był biseksualny. Teraz miał Toma i nie potrzebował jakichś innych doznań. Znów w pamięci wrócił niczym bumerang blowjob, jak sprezentował mu Bastien. Gdyby ten chłopak o tym wiedział, pewnie z zazdrości wywiózłby go za miasto i zakopał żywcem. Wzdrygnął się na tę czarną wizję. Na szczęście ani on, ani Tom, ani nikt inny nie miał o tym bladego pojęcia, nikt nie wiedział, i nikt się nie dowie. Wierzył, że Bastien będzie umiał zachować dyskrecję, inaczej gotów go wypatroszyć. A zresztą, w zasadzie powinien być pewien, że nie puści pary z gęby, mając nadzieję na powtórkę, bądź też, coś o wiele bardziej pikantniejszego.
            Max wyjechał na ostatnią prostą, ulicę, która prowadziła do jego domu. Zastanawiał się co teraz może robić Tom, czy w ogóle go zastanie? A jeśli korzystając z wolnej chaty, przyprowadził sobie jakąś dupę i nie spodziewając się jego przyjazdu właśnie ją posuwa? Zmroziło go na samą myśl, którą jednak szybko odrzucił. Wierzył, że to tylko czarny scenariusz jaki podsuwa mu jego wybujała wyobraźnia. Jeśli słysząc zatrzymujące się pod domem auto, wyjrzy przez okno, powie mu, że podwiózł go facet Bastiena. Wówczas z pewnością nie będzie zły, ani nawet nie będzie go znów posądzał, że zrobił z nim coś niecnego. A przecież zrobił, wprawdzie nie z nim, ale wyrzuty sumienia z tego powodu, wciąż objawiały się uściskiem w żołądku.
            – To tutaj – oznajmił, a chłopak zatrzymał auto.
            – To co, widzimy się w „Baron House”.
            – Tak, na to wygląda – Uśmiechnął się Bill, który teraz chciał już jak najszybciej wysiąść. – Dzięki za podwózkę, trzymaj się!
            – Do zobaczenia! – radośnie pożegnał go Max i drzwi auta otworzyły się. Odjechał o wiele szybciej, niż go tu wiózł.