Część 35.
Tego
wieczoru Tom nie mógł sobie znaleźć miejsca. Rozmowa z Billem nie potoczyła się
tak, jak oczekiwał i nie zanosiło się, że na weekend wróci do domu. Teraz
zaczął zastanawiać się, czy przypadkiem nie pogrywa specjalnie, aby pomieszkać
u Bastiena i używać sobie do woli. Doskonale znał jego uzależnienie od seksu i
obawiał się, że nie wytrzyma zbyt długo w celibacie. Byli ze sobą w łóżku
cztery dni temu, a każdy kolejny zmniejszał jego szanse na dochowanie
wierności. Chociaż z drugiej strony był czas, kiedy był sam i nie pamiętał, aby
wówczas chodził do łóżka z kimkolwiek. Teraz w dodatku miał jego, byli jakby w
związku, przysięgali sobie wierność, więc czy mógłby dopuścić się zdrady?
–
Nie, to niemożliwe – mruknął sam do siebie, opierając się dłońmi o kuchenny
blat. Sam siebie ganił za takie myśli. Bill z pewnością nie jest zdolny, aby go
zdradzić, a z Bastienem się tylko przyjaźnił, chociaż DJ ewidentnie na niego
leciał i mówił o tym jawnie, choćby dziś w studio. Tom wiedział, że wykorzysta
z pewnością tę okazję na starania, ale czy czarnowłosy ulegnie pokusie? Musi mu
ufać, bo inaczej sam zamęczy się myślami. Tak, ufa mu i musi coś z tym zrobić.
Coś, tylko co…? Dziś już zmarnował swoją szansę, ale będzie jutro, pojutrze, a
w poniedziałek Bill będzie musiał stawić się w studio, na pierwszych próbach do
nagrania jednego kawałka. Wytrzyma jakoś. Tylko co ma zrobić z tym piątkowym wieczorem?
Gdyby mógł komuś powierzyć tę tajemnicę, wygadać się, czy choćby poradzić, ale
nie miał zupełnie komu. Jednak nie chciał siedzieć sam w pustym domu, miał
ochotę się napić, tylko z kim? Pierwszą osobą jaka przyszła mu na myśl był
Georg, pospiesznie więc zatelefonował do kumpla i ku jego uciesze okazało się,
że nie ma na dzisiaj planów. Chętnie więc umówił się z nim na męską popijawę, a
że Tom od razu powiedział, że potrzebuje rozmowy w spokoju, nawet zaoferował
się, że do niego przyjedzie. Jak powiedział, tak też i zrobił. Za niespełna
godzinę już dzwonił stojąc u bramy.
–
Co takiego się stało, że chcesz rozmowy w spokoju? – zaśmiał się wchodząc i
zamachał przed oczami chłopaka pełną butelczyną, z zawartością siedmiuset
pięćdziesięciu mililitrów czystej, dobrej wódki. Tom odebrał ją od niego,
wkładając zaraz do lodówki, skąd wyjął już wcześniej schłodzoną.
–
Muszę ci się wygadać.
–
Może jeszcze wypłakać, co? – zaśmiał się chłopak, ale Tom nic nie odpowiedział.
Wyjmując kieliszki z szafki, zastanawiał się, czy Georg zrozumiałby go w pełni,
czy nie wydałby jego tajemnicy nikomu? Nie zamierzał jednak opowiedzieć mu o
wszystkim, a tylko wyżalić się na bliźniaka, przez którego teraz mu źle, bez
zbędnych szczegółów, o jakich powiedzieć mu nie mógł.
***
Upiłem
się. Upiłem z żalu i tęsknoty za Tomem. Chciałem go, pragnąłem być teraz w jego
łóżku. Mijał właśnie czwarty dzień bez seksu, a ja myślałem, że oszaleję.
Stałem pod chłodnym prysznicem chcąc jakoś się otrzeźwić i miałem ochotę się
onanizować myśląc o nim, ale moja ręka miała jakieś nieskoordynowane ruchy i
odmawiała posłuszeństwa, więc odpuściłem sobie. Czułem się okropnie,
podniecony, a jednocześnie zły. Dlaczego mnie oskarżał, a sam nie był wobec
mnie w porządku? Może jej nie pieprzył, w co szczerze wątpiłem, ale oszukał
mnie, zwyczajnie okłamał niejeden raz. Nasza rozmowa nie przebiegła tak, jakbym
tego oczekiwał. Miałem nadzieję, że się jakoś wytłumaczy, a tymczasem on
zaatakował wpierając mi zdradę. No dobra, może sam poprowadziłem rozmowę złym
torem, ale gdyby chciał, szybko mógł mnie udobruchać, tymczasem co? Może na
rękę mu było, że nie mieszkałem w domu, może sprowadzał sobie tę lafiryndę pod
moją nieobecność i kto wie, może dziś tam była, może właśnie ją pieprzył? Ta
myśl rozjuszyła mnie na dobre. I choć nie miałem żadnych dowodów, zacząłem
zastanawiać się, czemu jeszcze nie ulżyłem sobie z Bastienem?
***
–
Tylko się nie utop! – krzyknął Bastien ze śmiechem stając pod drzwiami
łazienki, skąd od kilkunastu minut dochodził do jego uszu szum prysznica. Bill
był mocno wstawiony i teraz z całą pewnością mógł stwierdzić, że ma o wiele
słabszą głowę od niego. Ale to mu było na rękę, taki pijany stawał się bardziej
uległy i lepki. Tulił się do niego i nie stawiał sprzeciwu, kiedy dłonie Bastiena
śmiało wkradały się pod jego koszulkę. Chłopak nieustannie zastanawiał się,
jaki jest w łóżku. Przypuszczał, że musi być bardzo namiętny i słodki, i dałby
wiele aby móc uszczknąć co nieco z tej słodyczy. W swoim postępowaniu dążył do
upragnionego celu, adorował chłopaka i miał nadzieję skorzystać na tym
poróżnieniu z jego facetem. Ciekaw był bardzo, kim był ten gość? Kilka godzin
temu Bill pokłócił się z nim telefonicznie, więc z pewnością ten kontakt był
jako ostatni na jego liście połączeń w telefonie. A gdyby tak podejrzeć,
zadzwonić incognito i umówić się na spotkanie pod pretekstem przekazania
jakiejś wiadomości od Billa? Oczywiście nie zamierzał ujawnić się, ale
podpatrzeć z jakiegoś ukrycia, kim ten facet jest. Wystarczyło jedynie zajrzeć
do telefonu Billa. Pomysł wydał mu się teraz genialny, ale z pewnością
niemożliwy do zrealizowania. Wprawdzie czarnowłosy wciąż tkwił pod prysznicem,
a jego aparat nieustannie leżał tam, gdzie rzucił go od razu po rozmowie, czyli
na łóżku, ale Bastien wątpił, czy osoba taka jak on nie ma założonej żadnej
blokady. Nieco ostudzony przez tę myśl, przeszedł do sypialni, chyba tylko po to, aby przekonać
się, że niczego nie uda mu się dowiedzieć. Sięgnął po spoczywający na miękkim
pledzie, telefon. No tak, czegóż innego właściwie mógł się spodziewać? Touch
id… Musiałby chyba upić Billa do nieprzytomności i może wówczas udałoby mu się
przyłożyć jego własnego kciuka, aby zobaczyć to wszystko, co w tej chwili było
nieosiągalne. Zważywszy na jego obecny stan, w sumie wcale nie było to
niemożliwe, ale chyba nie do końca w jego stylu. Chociaż, przed chwilą miał
ochotę sam tam zajrzeć, więc nie był aż tak do bólu lojalny i uczciwy.
Ułożył
telefon w miejscu, w jakim uprzednio się znajdował, a po chwili szum prysznica
ustał. Myślał, że zejdzie jeszcze kilka dobrych minut, nim Bill wyjdzie z
łazienki, ale pojawił się już po chwili, w okręconym na biodrach ręczniku,
zupełnie mokry, przeczesując palcami włosy, z których jeszcze kapała woda. Tuż
u wejścia do sypialni lekko się zachwiał.
–
Prysznic nie pomógł – wymamrotał pod nosem, chichocząc. Był wciąż nieźle
pijany. Bastien, podparty łokciami, w półleżącej pozycji, wpatrywał się w
niego. Był taki piękny… To ciało, zdawać by się mogło wiotkie i kruche, było
dla niego idealne. Gdyby teraz był jego mężczyzną, nie powstrzymałby się i
pewnie uprzednio zdzierając z niego ten ledwie trzymający się na biodrach
ręcznik, wziąłby go natychmiast. Po brzoskwiniowej skórze spływały swoimi
ścieżkami krople wody, które błyszczały w świetle nocnej lampki. Korzystając z
okazji, że wzrok młodego Boga teraz skierowany był gdzie indziej, poprawił w
spodniach swoje twardniejące z podniecenia przyrodzenie. Jasna cholera… Jak ten
chłopak na niego działał…
Przełknął
ślinę i miał wrażenie, że on doskonale to słyszał, bo spojrzał na niego, i
nadal nie opuszczając rąk, bawił się swoimi włosami przepuszczając mokre
kosmyki pomiędzy szczupłymi palcami. Wciąż trochę chwiejąc się na długich i
szczupłych nogach podszedł do łóżka. Przez ciało blondyna przetoczył się
dreszcz, kiedy Bill usiadł tuż obok, a po chwili opadł na plecy, zarzucając
ręce nad głowę. Teraz chłopak odwrócił się na bok i wspierając głowę na łokciu,
zachłannie zaczął wodzić spojrzeniem po nagiej, zroszonej skórze.
– Nie
miałem seksu cztery, pieprzone dni – wyartykułował Bill plączącym się językiem,
jednak zachowywał się jakby był tu zupełnie sam i powiedział to bez wyraźnej
przyczyny, ot tak, dla siebie. Wpatrywał się zamglonym spojrzeniem w sufit i
westchnął. Do jasnej cholery, czy naprawdę był aż tak pijany, czy
najzwyczajniej w świecie prowokował go? Nigdy wcześniej tak nie postępował, ale
znaczący był fakt, że jeszcze nie widział go tak zalanego. Gdyby wiedział to
wcześniej, to wczoraj by go upił, zamiast dawać mu tabsy.
Bastien
nie mógł oderwać od niego swojego spojrzenia. Już przez sam fakt, że miał go
tak blisko, tuż obok, czuł obezwładniające go podniecenie. Chociaż bardzo tego
chciał, nie mógł jednak poczynić żadnego kroku w celu zaspokojenia. Czuł się
onieśmielony jak nigdy wcześniej i to zadziwiało go. W innym wypadku chociaż
spróbowałby dotknąć niemal zupełnie nagiego, leżącego tuż obok chłopaka, a dziś
jakaś niewidzialna siła nakazywała mu trzymać ręce przy sobie. Bill miał w
sobie jakąś moc, był blisko, a jednocześnie tak bardzo niedostępny. Słyszał
jego przyspieszony oddech, patrzył jak klatka piersiowa unosi się, jak spinają
się mięśnie na brzuchu… Wzrok zatrzymał na granicy, gdzie resztę zakrywał biały
ręcznik.
– Masz
obrotowe łóżko, czy sufit się kręci? – zachichotał cicho czarnowłosy, zwracając
spojrzenie w kierunku blondyna. Dopiero teraz Bastien przerwał wędrówkę swoich
oczu, spoglądając w te ciemne, które wpatrywały się w niego z uwagą. Bill wolno
wysunął język i oblizał wargi. Musiał zauważyć, jak chłopak łapczywie pochłaniał
wzrokiem widok, jaki się roztaczał przed jego oczyma, bo natychmiast
spoważniał, a jego spojrzenie stało się powłóczyste i namiętne. Wpatrywali się
w siebie przez chwilę, kiedy nagle zawibrowała komórka, spoczywająca tuż obok,
w pościeli. Bill leniwie i niechętnie sięgnął po nią, ale nie od razu, zrobił
to wówczas, kiedy ktoś dzwoniący rozłączył się.
– Dwa
nieodebrane? – wymamrotał pod nosem i nagle zrobił coś, czego Bastien się nie
spodziewał, ale tylko na to czekał. Kiedy chłopak otworzył listę z ostatnimi
połączeniami, wytężył wzrok, żeby choć dostrzec jak zapisany jest ten jego
facet, może wpisał jego imię? To wprawdzie niewiele mu dawało, ale mógł
uruchomić jakieś swoje kontakty, choćby wynająć detektywa, aby delikwenta
odnaleźć.
– Od
Georga? A cze-czego chciał? – zapytał Bill, przerywając to czkawką i kierując
retoryczne pytanie właściwie do siebie, ale Bastien już tego nie słyszał.
Ostatnie połączenie przed Georgiem i jedyne dziś, właśnie o mniej więcej tej
samej godzinie w jakiej miał telefonować tamten gość, było od Toma. To odkrycie
wymalowało na jego twarzy niemałe zdziwienie. Nie powinien był się odzywać, ale
teraz zapytał:
– Kiedy Tom do ciebie dzwonił?
– Kiedy Tom do ciebie dzwonił?
– No
wcześniej – wymamrotał czarnowłosy, kiedy nagle nieco oprzytomniał, zdając
sobie sprawę, że właściwie się wygadał i teraz trzeba było to odkręcić.
–
Wcześniej, to dzwonił ten twój facet.
– No
właśnie z telefonu Toma. Od niego bym nie odebrał – rzucił wstając. Miał
wrażenie, że całkiem otrzeźwiał, choć jeszcze kilka minut temu kręciło mu się w
głowie i czuł, że będzie rzygał. – Idę założyć gacie – dodał, i z komórką w
dłoni zniknął za drzwiami łazienki. Bastien uniósł się na łokciach i
odprowadził go zdezorientowanym spojrzeniem.
Coś
tu zdecydowanie nie grało…
***
– I
widzisz? Nie odbiera – mruknął Tom, kiedy Georg odłożył telefon na stolik. Już
drugi raz, po namowach szatyna wybrał numer do Billa, ale jak widać, chłopak
nie zamierzał z nim rozmawiać.
– Daj
mu trochę spokoju, a zobaczysz, że wróci z podkulonym ogonem jak foch mu
przejdzie. Najlepszego! – odparł kumpel, unosząc do góry kieliszek wypełniony
czystą wódką. Nie rozumiał tej frustracji Toma, ani tego przejmowania się
faktem, że chwilowo zamieszkał z Bastienem. Jeszcze kilkanaście minut temu,
niby wytłumaczył mu wszystko bliźniaczą więzią i stanem swojej depresji z
powodu kłótni, ale i tak to, co się z nim działo, wydawało mu się dziwne.
Kiedyś też się kłócili, ale nie było takiego dramatu i takiej frustracji ze
strony żadnego z nich, a to co teraz odstawiali, zakrawało na jakąś kłótnię
kochanków. Ta myśl jednak wydawała mu się czystym absurdem.
Tom
przełknął całą zawartość kieliszka pełnego alkoholu i skrzywił się, ocierając
wierzchem dłoni kącik ust, którędy umknęła odrobina trunku. Przepił zaraz colą
i mruknął, z wciąż kwaśną miną:
– A
jeśli będzie wolał zamieszkać z Bastienem?
– No to
co? – Basista wzruszył ramionami. – Nawet jeśli, to przecież to jest twój
bliźniak, nie obrazi się na ciebie o jakąś pierdołę na wieki wieków amen.
Siedzi tam, bo pewnie spodobało mu się, może go Baron dobrze posuwa? – Ledwie
zdążył wypowiedzieć ostatnie zdanie, a Tom natychmiast, niczym rażony prądem
doskoczył do niego, mocno chwytając za koszulę, aż coś trzasnęło w szwach, i z
całą siłą wyrwał z objęć kanapy.
–
Wypluj, kurwa, te słowa! – ryknął, a oczy zabłyszczały mu złowrogo.
Gdyby był Zeusem, z pewnością teraz uśmierciłby Georga piorunem. Zaskoczony i
zdziwiony chłopak, chwycił go za nadgarstki.
–
Ochujałeś!? Puść mnie! – zakasłał się, starając jakoś wyrwać z uścisku,
ale ten szybko puścił go, pozwalając na powrót opaść na siedzenie. – Co ci
odjebało? – dodał, ciężko dysząc. Tom jedynie przystawił sobie dłoń do czoła i
zrobił kilka kroków w stronę tarasu, chwytając uprzednio ze stolika paczkę
fajek.
– Muszę
zapalić – odpowiedział, znikając za szklanymi drzwiami. Georg odprowadził go
zdezorientowanym spojrzeniem. Teraz, to już miał totalny mętlik w głowie i
wiedział, że dzieje się coś dziwnego, ale jeszcze nie pojmował, ani nie
dopuszczał sobie do głowy - co? Wstał i wyszedł za nim, po czym zatrzymał się
tuż za plecami chłopaka. Odebrał mu papierosy i sam zapalił jednego, chociaż
nie tkwił w szponach nałogu i palił tylko okazjonalnie. Nie wątpił, że dziś
jest właśnie taka okazja. Tom rzucił mu tylko dziwne spojrzenie i opadł na
wiklinowy fotel.
–
Możesz mi powiedzieć co się w ogóle dzieje? – Georg wypuścił dym i nie
spuszczał z przyjaciela wzroku.
–
Nie mogę – odparł pytany.
–
A dlaczego nie możesz?
–
Bo byś nie zrozumiał.
–
A czy ja kiedyś cię nie rozumiałem? No dobra, może nie do końca, ale
przynajmniej się starałem. Chyba uważasz mnie za dobrego kumpla, co? – drążył
basista. Tom wiedział, że już niejednokrotnie powierzał mu swoje bolączki,
sekrety, zawsze mógł się wygadać, a chłopak nie zdradził go. Teraz jednak,
skrywana tajemnica była szczególna, obawiał się, że tego by nie zrozumiał, a
wręcz mógłby odwrócić się od niego uznając za degenerata i zboczeńca. Mimo to
jednak, perspektywa zrzucenia z siebie tego ciężaru była kusząca. Tak bardzo
chciał się komuś wygadać, wyżalić, a może nawet poradzić, i nie widział w swoim
otoczeniu osoby bardziej godnej zaufania, niż Georg, który wciąż świdrował go
przenikliwym spojrzeniem, jakby chciał wyczytać wszystko z jego oczu i wyrazu
twarzy. Miał ochotę usiąść na wprost przyjaciela w drugim fotelu, ale nim to
zrobił, położył wypalony do połowy papieros w popielniczce, jaka stała na
stoliku, stanowiącym zapewne wraz z fotelami komplet ogrodowy, i rzucił:
–
Zaraz wrócę. – Wszedł z powrotem do salonu i przyniósł w połowie opróżnioną
butelkę wódki i kieliszki. – Możemy posiedzieć i tutaj, jest przyjemnie i
komary nie żrą – rzekł, polewając. Miał ogromną nadzieję, że mimo oporu, jaki
wykazywał Tom, coś jednak przy tej rozmownej wodzie uda mu się z niego
wyciągnąć, ale on w ogóle przestał się odzywać i wypili kolejkę w milczeniu.
Doskonale widać było, że jego myśli ulatują daleko stąd i Georg wiedział, że
mkną do Billa. Postanowił jednak nie naciskać, ale jakoś umiejętnie sprowokować
go do zwierzeń. Doskonale wiedział, że Tom musi sam chcieć się przed nim
otworzyć. Może zrobi to, kiedy wypije więcej? Zmienił więc temat i przez jakiś
czas rozmawiali o sprawach zawodowych, ale to było celowe, bo chcąc nie chcąc,
tu też wciąż obecny był Bill.
–
Wypadałoby już coś nagrać z wokalem – zauważył.
–
Jak? Skoro księżniczka nie raczy przyjechać do studia, wielce obrażona? –
fuknął Tom.
–
A co konkretnie poszło, że aż tak się obraził? – zapytał basista, ale
przyjaciel uporczywie milczał i teraz zastanawiał się, dlaczego powód ich
kłótni, jest tak pilnie strzeżoną tajemnicą? Wiedział, że to coś, o czym z
pewnością nikt, nawet on nie mógł się dowiedzieć, inaczej już dawno wszystko by
mu wyśpiewał.
–
Nie mogę ci tego powiedzieć, bo i tak nie zrozumiesz.
–
A co jest w tym takiego trudnego do zrozumienia?
–
Dużo rzeczy. – Tom wciąż niczego nie zdradzał i wydawać by się mogło, że żadnym
sposobem nic z niego nie wyciągnie.
–
Jezu, człowieku… Powiedz mi wreszcie, dusisz tylko w sobie to wszystko, jak
chcesz, mogę przysiąc, że nikomu nie powiem.
–
Ale dlaczego tak się uparłeś, żeby to ze mnie wyciągnąć?
–
A nie po to mnie tu zawołałeś? Chcesz topić smutki, ale zawsze, kiedy to ze mną
robiłeś, wyjawiałeś mi powód – stwierdził Georg, znów napełniając kieliszki.
Obu zaczynały pomału plątać się języki.
–
Ale teraz kurwa nie mogę, zrozum! – Tom krzyknął. – Chciałbym, ale tu chodzi o
mnie, i o Billa.
–
No kurwa, też mi nowina, o tym to ja doskonale wiem, ale o co się tak
pożarliście, że aż spierdolił z domu?
–
On jest zazdrosny o Danielle – wypalił szatyn i szybko ugryzł się język, zdając sobie sprawę z tego, że
powiedział zbyt wiele, ale Georg wcale nie wydawał się być tym zaskoczony.
–
Też mi nowość, przecież on zawsze wkurwiał się o panienki, które ruchałeś.
–
Ale jej nie ruchałem, teraz to inna sprawa, ja pierdolę, kurwa, nie mogę ci
powiedzieć! – Tom już na dobre się zamotał, a przyjaciel zamyślił się i sięgnął
pamięcią wstecz. Faktycznie, odkąd się znali, Bill zawsze stroił fochy, kiedy
tylko jego bliźniak miał bliższy kontakt z jakąś dziewczyną, zawsze wtedy był
zły, obrażony na cały świat i nie szło się z nim dogadać, ale w końcu mu
przechodziło. Co działo się teraz, że mimo, iż Tom - jak twierdził - nie
posunął tej panny, Bill tak bardzo się wkurzył, że aż wyniósł się do Bastiena.
No właśnie… Kiedy dziś napomknął mu, że wylądują w łóżku, przyjaciel tak bardzo
się zirytował, aż miał ochotę mu przyłożyć. Co tu, do cholery, się odwalało?
Wiedział, że teraz nie odpuści.
–
Bill jest zazdrosny, spierdala do Bastiena, mimo, że ty nie wyruchałeś tej
panny, a ty chcesz mi przypierdolić tylko za to, że powiedziałem, że może Baron
go dobrze posuwa. Kurwa, Tom, co tu się dzieje? Co wy obaj odpierdalacie, co ty
odpierdalasz koleś? – przechylił się, patrząc kumplowi w oczy, choć już
zaczynało mu się trochę przed swoimi dwoić.
–
Kocham go. – Usłyszał krótką, lecz wymowną odpowiedź.
–
To ja wiem, że go kochasz, ale jak go kochasz? Jak brata?
–
Tak, ale kocham go też jak… Kurwa, nie chcę o tym gadać! – Tom nie dokończył,
wstał z wiklinowego fotela, chwycił swój kieliszek, prawie już pustą flaszkę, i
wszedł chwiejnym krokiem do salonu. Nawet nie wiedział, że odprowadza go wzrok
zszokowanego Georga, który właściwie już domyślił się wszystkiego. Wciąż jednak
tkwił na tarasie skonsternowany, stał jak wryty i chętnie teraz zapaliłby
kolejnego papierosa, ale zamiast tego wypalił za Tomem do salonu.
–
Co ty, kurwa, pierdolisz, Tom? Kochasz go jak laskę, a on kocha ciebie jak
swojego faceta!? – zapytał prawie krzycząc, ale nie otrzymał odpowiedzi, w
zamian przyjaciel obrzucił go wymownym spojrzeniem, po czym przyniósł z lodówki
kolejną, pełną butelkę wódki i polał. Georg szybko posadził swoje cztery litery
na kanapie, tuż obok kumpla.
–
No powiedz coś, kurwa!
–
Po chuj, przecież już wszystko wiesz – warknął Tom i wypił kolejny kieliszek.
Czuł, że ma już dość, na dodatek wygadał się przed Georgiem. Chciał już
zaliczyć zgon, zasnąć i spać ile fabryka dała. Nie ważne, że był na jutro
umówiony z DJ’em. A niech go trafi szlag, może to przez niego większość
kłopotów?
–
Ja nie wiem, czy wiem, domyślam się jedynie, ale to czysty absurd, Tom, kurwa,
powiedz, że to niemożliwe!
–
Co? – mruknął apatycznie szatyn.
–
Że ty i Bill, jesteście kochankami!
–
Jesteśmy – odparł krótko. Skoro i tak się wygadał, chciał to mieć za sobą.
Georg z pewnością nie puści pary z gęby, był przecież jednym z bezpośrednio
zainteresowanych, aby zespół nadal istniał, a skandal z tego powodu mógł
doprowadzić do jego rozpadu. Obwiał się tylko o jego bezpośrednią reakcję. I
fakt, jego mina nie wróżyła niczego dobrego.
–
Ja pierdolę… – jęknął Georg. – I uprawiacie kazirodczy seks?
Tom
jedynie kiwnął głową. Nie miał zamiaru opowiadać mu pikantnych szczegółów z ich
sypialni.
–
Ale jak to? Przecież ty nie jesteś pedałem! Tom, ty zawsze lubiłeś damskie
cipki, a teraz nagle ładujesz swojego bliźniaka w dupsko? Fuj! Obrzydliwe! –
skrzywił się i wychylił pełny kieliszek do dna, jakby chciał zdezynfekować
swoje usta po wypowiedzeniu tych słów. Czuł się mocno zniesmaczony tą nowiną i
teraz żałował, że tak drążył temat, bo chyba wolałby nie wiedzieć.
–
Mówiłem, że nie zrozumiesz – rzucił oschle przyjaciel. – Pewnie się nami
brzydzisz, co? – uśmiechnął się z ironią.
–
Nie, to nie tak, nie zrozum mnie źle! – przechylił się i chwycił kumpla za
nadgarstek. – To po prostu jest dla mnie szok.
–
Tylko nikomu ani słowa. Obiecałeś.
–
No proszę cię, to by znaczyło koniec naszej kariery, a akurat na tym mi nie
zależy.
Georg
to doskonale wiedział i był pewien, ze zatrzyma to dla siebie. Nie mógł
powiedzieć o tym nikomu, ale miał świadomość, że posiadając taką wiedzę, będzie mu
dość trudno z nimi współpracować. Dopiero teraz przypomniał sobie pewne detale,
po których można było się tego domyślić, ale wówczas myślał, że to jedynie
braterska troska. Od tej chwili jednak wszystko będzie interpretował inaczej.
Trzeciej
butelki już nie zdołali dokończyć. Rozmawiali przy niej jeszcze jakiś czas, aż
obaj zasnęli na przeciwległych kanapach, nie próbując nawet wejść na piętro,
gdzie znajdowały się sypialnie.