wtorek, 17 lipca 2018

Część 35.


Część 35.


            Tego wieczoru Tom nie mógł sobie znaleźć miejsca. Rozmowa z Billem nie potoczyła się tak, jak oczekiwał i nie zanosiło się, że na weekend wróci do domu. Teraz zaczął zastanawiać się, czy przypadkiem nie pogrywa specjalnie, aby pomieszkać u Bastiena i używać sobie do woli. Doskonale znał jego uzależnienie od seksu i obawiał się, że nie wytrzyma zbyt długo w celibacie. Byli ze sobą w łóżku cztery dni temu, a każdy kolejny zmniejszał jego szanse na dochowanie wierności. Chociaż z drugiej strony był czas, kiedy był sam i nie pamiętał, aby wówczas chodził do łóżka z kimkolwiek. Teraz w dodatku miał jego, byli jakby w związku, przysięgali sobie wierność, więc czy mógłby dopuścić się zdrady?
            – Nie, to niemożliwe – mruknął sam do siebie, opierając się dłońmi o kuchenny blat. Sam siebie ganił za takie myśli. Bill z pewnością nie jest zdolny, aby go zdradzić, a z Bastienem się tylko przyjaźnił, chociaż DJ ewidentnie na niego leciał i mówił o tym jawnie, choćby dziś w studio. Tom wiedział, że wykorzysta z pewnością tę okazję na starania, ale czy czarnowłosy ulegnie pokusie? Musi mu ufać, bo inaczej sam zamęczy się myślami. Tak, ufa mu i musi coś z tym zrobić. Coś, tylko co…? Dziś już zmarnował swoją szansę, ale będzie jutro, pojutrze, a w poniedziałek Bill będzie musiał stawić się w studio, na pierwszych próbach do nagrania jednego kawałka. Wytrzyma jakoś. Tylko co ma zrobić z tym piątkowym wieczorem? Gdyby mógł komuś powierzyć tę tajemnicę, wygadać się, czy choćby poradzić, ale nie miał zupełnie komu. Jednak nie chciał siedzieć sam w pustym domu, miał ochotę się napić, tylko z kim? Pierwszą osobą jaka przyszła mu na myśl był Georg, pospiesznie więc zatelefonował do kumpla i ku jego uciesze okazało się, że nie ma na dzisiaj planów. Chętnie więc umówił się z nim na męską popijawę, a że Tom od razu powiedział, że potrzebuje rozmowy w spokoju, nawet zaoferował się, że do niego przyjedzie. Jak powiedział, tak też i zrobił. Za niespełna godzinę już dzwonił stojąc u bramy.
            – Co takiego się stało, że chcesz rozmowy w spokoju? – zaśmiał się wchodząc i zamachał przed oczami chłopaka pełną butelczyną, z zawartością siedmiuset pięćdziesięciu mililitrów czystej, dobrej wódki. Tom odebrał ją od niego, wkładając zaraz do lodówki, skąd wyjął już wcześniej schłodzoną.
            – Muszę ci się wygadać.
            – Może jeszcze wypłakać, co? – zaśmiał się chłopak, ale Tom nic nie odpowiedział. Wyjmując kieliszki z szafki, zastanawiał się, czy Georg zrozumiałby go w pełni, czy nie wydałby jego tajemnicy nikomu? Nie zamierzał jednak opowiedzieć mu o wszystkim, a tylko wyżalić się na bliźniaka, przez którego teraz mu źle, bez zbędnych szczegółów, o jakich powiedzieć mu nie mógł.

***

            Upiłem się. Upiłem z żalu i tęsknoty za Tomem. Chciałem go, pragnąłem być teraz w jego łóżku. Mijał właśnie czwarty dzień bez seksu, a ja myślałem, że oszaleję. Stałem pod chłodnym prysznicem chcąc jakoś się otrzeźwić i miałem ochotę się onanizować myśląc o nim, ale moja ręka miała jakieś nieskoordynowane ruchy i odmawiała posłuszeństwa, więc odpuściłem sobie. Czułem się okropnie, podniecony, a jednocześnie zły. Dlaczego mnie oskarżał, a sam nie był wobec mnie w porządku? Może jej nie pieprzył, w co szczerze wątpiłem, ale oszukał mnie, zwyczajnie okłamał niejeden raz. Nasza rozmowa nie przebiegła tak, jakbym tego oczekiwał. Miałem nadzieję, że się jakoś wytłumaczy, a tymczasem on zaatakował wpierając mi zdradę. No dobra, może sam poprowadziłem rozmowę złym torem, ale gdyby chciał, szybko mógł mnie udobruchać, tymczasem co? Może na rękę mu było, że nie mieszkałem w domu, może sprowadzał sobie tę lafiryndę pod moją nieobecność i kto wie, może dziś tam była, może właśnie ją pieprzył? Ta myśl rozjuszyła mnie na dobre. I choć nie miałem żadnych dowodów, zacząłem zastanawiać się, czemu jeszcze nie ulżyłem sobie z Bastienem?

***

            – Tylko się nie utop! – krzyknął Bastien ze śmiechem stając pod drzwiami łazienki, skąd od kilkunastu minut dochodził do jego uszu szum prysznica. Bill był mocno wstawiony i teraz z całą pewnością mógł stwierdzić, że ma o wiele słabszą głowę od niego. Ale to mu było na rękę, taki pijany stawał się bardziej uległy i lepki. Tulił się do niego i nie stawiał sprzeciwu, kiedy dłonie Bastiena śmiało wkradały się pod jego koszulkę. Chłopak nieustannie zastanawiał się, jaki jest w łóżku. Przypuszczał, że musi być bardzo namiętny i słodki, i dałby wiele aby móc uszczknąć co nieco z tej słodyczy. W swoim postępowaniu dążył do upragnionego celu, adorował chłopaka i miał nadzieję skorzystać na tym poróżnieniu z jego facetem. Ciekaw był bardzo, kim był ten gość? Kilka godzin temu Bill pokłócił się z nim telefonicznie, więc z pewnością ten kontakt był jako ostatni na jego liście połączeń w telefonie. A gdyby tak podejrzeć, zadzwonić incognito i umówić się na spotkanie pod pretekstem przekazania jakiejś wiadomości od Billa? Oczywiście nie zamierzał ujawnić się, ale podpatrzeć z jakiegoś ukrycia, kim ten facet jest. Wystarczyło jedynie zajrzeć do telefonu Billa. Pomysł wydał mu się teraz genialny, ale z pewnością niemożliwy do zrealizowania. Wprawdzie czarnowłosy wciąż tkwił pod prysznicem, a jego aparat nieustannie leżał tam, gdzie rzucił go od razu po rozmowie, czyli na łóżku, ale Bastien wątpił, czy osoba taka jak on nie ma założonej żadnej blokady. Nieco ostudzony przez tę myśl, przeszedł  do sypialni, chyba tylko po to, aby przekonać się, że niczego nie uda mu się dowiedzieć. Sięgnął po spoczywający na miękkim pledzie, telefon. No tak, czegóż innego właściwie mógł się spodziewać? Touch id… Musiałby chyba upić Billa do nieprzytomności i może wówczas udałoby mu się przyłożyć jego własnego kciuka, aby zobaczyć to wszystko, co w tej chwili było nieosiągalne. Zważywszy na jego obecny stan, w sumie wcale nie było to niemożliwe, ale chyba nie do końca w jego stylu. Chociaż, przed chwilą miał ochotę sam tam zajrzeć, więc nie był aż tak do bólu lojalny i uczciwy.
            Ułożył telefon w miejscu, w jakim uprzednio się znajdował, a po chwili szum prysznica ustał. Myślał, że zejdzie jeszcze kilka dobrych minut, nim Bill wyjdzie z łazienki, ale pojawił się już po chwili, w okręconym na biodrach ręczniku, zupełnie mokry, przeczesując palcami włosy, z których jeszcze kapała woda. Tuż u wejścia do sypialni lekko się zachwiał.
               Prysznic nie pomógł – wymamrotał pod nosem, chichocząc. Był wciąż nieźle pijany. Bastien, podparty łokciami, w półleżącej pozycji, wpatrywał się w niego. Był taki piękny… To ciało, zdawać by się mogło wiotkie i kruche, było dla niego idealne. Gdyby teraz był jego mężczyzną, nie powstrzymałby się i pewnie uprzednio zdzierając z niego ten ledwie trzymający się na biodrach ręcznik, wziąłby go natychmiast. Po brzoskwiniowej skórze spływały swoimi ścieżkami krople wody, które błyszczały w świetle nocnej lampki. Korzystając z okazji, że wzrok młodego Boga teraz skierowany był gdzie indziej, poprawił w spodniach swoje twardniejące z podniecenia przyrodzenie. Jasna cholera… Jak ten chłopak na niego działał…   
            Przełknął ślinę i miał wrażenie, że on doskonale to słyszał, bo spojrzał na niego, i nadal nie opuszczając rąk, bawił się swoimi włosami przepuszczając mokre kosmyki pomiędzy szczupłymi palcami. Wciąż trochę chwiejąc się na długich i szczupłych nogach podszedł do łóżka. Przez ciało blondyna przetoczył się dreszcz, kiedy Bill usiadł tuż obok, a po chwili opadł na plecy, zarzucając ręce nad głowę. Teraz chłopak odwrócił się na bok i wspierając głowę na łokciu, zachłannie zaczął wodzić spojrzeniem po nagiej, zroszonej skórze.
               Nie miałem seksu cztery, pieprzone dni – wyartykułował Bill plączącym się językiem, jednak zachowywał się jakby był tu zupełnie sam i powiedział to bez wyraźnej przyczyny, ot tak, dla siebie. Wpatrywał się zamglonym spojrzeniem w sufit i westchnął. Do jasnej cholery, czy naprawdę był aż tak pijany, czy najzwyczajniej w świecie prowokował go? Nigdy wcześniej tak nie postępował, ale znaczący był fakt, że jeszcze nie widział go tak zalanego. Gdyby wiedział to wcześniej, to wczoraj by go upił, zamiast dawać mu tabsy.
            Bastien nie mógł oderwać od niego swojego spojrzenia. Już przez sam fakt, że miał go tak blisko, tuż obok, czuł obezwładniające go podniecenie. Chociaż bardzo tego chciał, nie mógł jednak poczynić żadnego kroku w celu zaspokojenia. Czuł się onieśmielony jak nigdy wcześniej i to zadziwiało go. W innym wypadku chociaż spróbowałby dotknąć niemal zupełnie nagiego, leżącego tuż obok chłopaka, a dziś jakaś niewidzialna siła nakazywała mu trzymać ręce przy sobie. Bill miał w sobie jakąś moc, był blisko, a jednocześnie tak bardzo niedostępny. Słyszał jego przyspieszony oddech, patrzył jak klatka piersiowa unosi się, jak spinają się mięśnie na brzuchu… Wzrok zatrzymał na granicy, gdzie resztę zakrywał biały ręcznik.
               Masz obrotowe łóżko, czy sufit się kręci? – zachichotał cicho czarnowłosy, zwracając spojrzenie w kierunku blondyna. Dopiero teraz Bastien przerwał wędrówkę swoich oczu, spoglądając w te ciemne, które wpatrywały się w niego z uwagą. Bill wolno wysunął język i oblizał wargi. Musiał zauważyć, jak chłopak łapczywie pochłaniał wzrokiem widok, jaki się roztaczał przed jego oczyma, bo natychmiast spoważniał, a jego spojrzenie stało się powłóczyste i namiętne. Wpatrywali się w siebie przez chwilę, kiedy nagle zawibrowała komórka, spoczywająca tuż obok, w pościeli. Bill leniwie i niechętnie sięgnął po nią, ale nie od razu, zrobił to wówczas, kiedy ktoś dzwoniący rozłączył się.
               Dwa nieodebrane? – wymamrotał pod nosem i nagle zrobił coś, czego Bastien się nie spodziewał, ale tylko na to czekał. Kiedy chłopak otworzył listę z ostatnimi połączeniami, wytężył wzrok, żeby choć dostrzec jak zapisany jest ten jego facet, może wpisał jego imię? To wprawdzie niewiele mu dawało, ale mógł uruchomić jakieś swoje kontakty, choćby wynająć detektywa, aby delikwenta odnaleźć.
               Od Georga? A cze-czego chciał? – zapytał Bill, przerywając to czkawką i kierując retoryczne pytanie właściwie do siebie, ale Bastien już tego nie słyszał. Ostatnie połączenie przed Georgiem i jedyne dziś, właśnie o mniej więcej tej samej godzinie w jakiej miał telefonować tamten gość, było od Toma. To odkrycie wymalowało na jego twarzy niemałe zdziwienie. Nie powinien był się odzywać, ale teraz zapytał:
               Kiedy Tom do ciebie dzwonił?
               No wcześniej – wymamrotał czarnowłosy, kiedy nagle nieco oprzytomniał, zdając sobie sprawę, że właściwie się wygadał i teraz trzeba było to odkręcić.
               Wcześniej, to dzwonił ten twój facet.
               No właśnie z telefonu Toma. Od niego bym nie odebrał – rzucił wstając. Miał wrażenie, że całkiem otrzeźwiał, choć jeszcze kilka minut temu kręciło mu się w głowie i czuł, że będzie rzygał. – Idę założyć gacie – dodał, i z komórką w dłoni zniknął za drzwiami łazienki. Bastien uniósł się na łokciach i odprowadził go zdezorientowanym spojrzeniem.
            Coś tu zdecydowanie nie grało…

***
           
               I widzisz? Nie odbiera – mruknął Tom, kiedy Georg odłożył telefon na stolik. Już drugi raz, po namowach szatyna wybrał numer do Billa, ale jak widać, chłopak nie zamierzał z nim rozmawiać.
               Daj mu trochę spokoju, a zobaczysz, że wróci z podkulonym ogonem jak foch mu przejdzie. Najlepszego! – odparł kumpel, unosząc do góry kieliszek wypełniony czystą wódką. Nie rozumiał tej frustracji Toma, ani tego przejmowania się faktem, że chwilowo zamieszkał z Bastienem. Jeszcze kilkanaście minut temu, niby wytłumaczył mu wszystko bliźniaczą więzią i stanem swojej depresji z powodu kłótni, ale i tak to, co się z nim działo, wydawało mu się dziwne. Kiedyś też się kłócili, ale nie było takiego dramatu i takiej frustracji ze strony żadnego z nich, a to co teraz odstawiali, zakrawało na jakąś kłótnię kochanków. Ta myśl jednak wydawała mu się czystym absurdem.
            Tom przełknął całą zawartość kieliszka pełnego alkoholu i skrzywił się, ocierając wierzchem dłoni kącik ust, którędy umknęła odrobina trunku. Przepił zaraz colą i mruknął, z wciąż kwaśną miną:
               A jeśli będzie wolał zamieszkać z Bastienem?
               No to co? – Basista wzruszył ramionami. – Nawet jeśli, to przecież to jest twój bliźniak, nie obrazi się na ciebie o jakąś pierdołę na wieki wieków amen. Siedzi tam, bo pewnie spodobało mu się, może go Baron dobrze posuwa? – Ledwie zdążył wypowiedzieć ostatnie zdanie, a Tom natychmiast, niczym rażony prądem doskoczył do niego, mocno chwytając za koszulę, aż coś trzasnęło w szwach, i z całą siłą wyrwał z objęć kanapy.
               Wypluj, kurwa, te słowa! – ryknął, a oczy zabłyszczały mu złowrogo. Gdyby był Zeusem, z pewnością teraz uśmierciłby Georga piorunem. Zaskoczony i zdziwiony chłopak, chwycił go za nadgarstki.
               Ochujałeś!? Puść mnie! – zakasłał się, starając jakoś wyrwać z uścisku, ale ten szybko puścił go, pozwalając na powrót opaść na siedzenie. – Co ci odjebało? – dodał, ciężko dysząc. Tom jedynie przystawił sobie dłoń do czoła i zrobił kilka kroków w stronę tarasu, chwytając uprzednio ze stolika paczkę fajek.
               Muszę zapalić – odpowiedział, znikając za szklanymi drzwiami. Georg odprowadził go zdezorientowanym spojrzeniem. Teraz, to już miał totalny mętlik w głowie i wiedział, że dzieje się coś dziwnego, ale jeszcze nie pojmował, ani nie dopuszczał sobie do głowy - co? Wstał i wyszedł za nim, po czym zatrzymał się tuż za plecami chłopaka. Odebrał mu papierosy i sam zapalił jednego, chociaż nie tkwił w szponach nałogu i palił tylko okazjonalnie. Nie wątpił, że dziś jest właśnie taka okazja. Tom rzucił mu tylko dziwne spojrzenie i opadł na wiklinowy fotel.
            – Możesz mi powiedzieć co się w ogóle dzieje? – Georg wypuścił dym i nie spuszczał z przyjaciela wzroku.
            – Nie mogę – odparł pytany.
            – A dlaczego nie możesz?
            – Bo byś nie zrozumiał.
            – A czy ja kiedyś cię nie rozumiałem? No dobra, może nie do końca, ale przynajmniej się starałem. Chyba uważasz mnie za dobrego kumpla, co? – drążył basista. Tom wiedział, że już niejednokrotnie powierzał mu swoje bolączki, sekrety, zawsze mógł się wygadać, a chłopak nie zdradził go. Teraz jednak, skrywana tajemnica była szczególna, obawiał się, że tego by nie zrozumiał, a wręcz mógłby odwrócić się od niego uznając za degenerata i zboczeńca. Mimo to jednak, perspektywa zrzucenia z siebie tego ciężaru była kusząca. Tak bardzo chciał się komuś wygadać, wyżalić, a może nawet poradzić, i nie widział w swoim otoczeniu osoby bardziej godnej zaufania, niż Georg, który wciąż świdrował go przenikliwym spojrzeniem, jakby chciał wyczytać wszystko z jego oczu i wyrazu twarzy. Miał ochotę usiąść na wprost przyjaciela w drugim fotelu, ale nim to zrobił, położył wypalony do połowy papieros w popielniczce, jaka stała na stoliku, stanowiącym zapewne wraz z fotelami komplet ogrodowy, i rzucił:
            – Zaraz wrócę. – Wszedł z powrotem do salonu i przyniósł w połowie opróżnioną butelkę wódki i kieliszki. – Możemy posiedzieć i tutaj, jest przyjemnie i komary nie żrą – rzekł, polewając. Miał ogromną nadzieję, że mimo oporu, jaki wykazywał Tom, coś jednak przy tej rozmownej wodzie uda mu się z niego wyciągnąć, ale on w ogóle przestał się odzywać i wypili kolejkę w milczeniu. Doskonale widać było, że jego myśli ulatują daleko stąd i Georg wiedział, że mkną do Billa. Postanowił jednak nie naciskać, ale jakoś umiejętnie sprowokować go do zwierzeń. Doskonale wiedział, że Tom musi sam chcieć się przed nim otworzyć. Może zrobi to, kiedy wypije więcej? Zmienił więc temat i przez jakiś czas rozmawiali o sprawach zawodowych, ale to było celowe, bo chcąc nie chcąc, tu też wciąż obecny był Bill.
            – Wypadałoby już coś nagrać z wokalem – zauważył.
            – Jak? Skoro księżniczka nie raczy przyjechać do studia, wielce obrażona? – fuknął Tom.
            – A co konkretnie poszło, że aż tak się obraził? – zapytał basista, ale przyjaciel uporczywie milczał i teraz zastanawiał się, dlaczego powód ich kłótni, jest tak pilnie strzeżoną tajemnicą? Wiedział, że to coś, o czym z pewnością nikt, nawet on nie mógł się dowiedzieć, inaczej już dawno wszystko by mu wyśpiewał.
            – Nie mogę ci tego powiedzieć, bo i tak nie zrozumiesz.
            – A co jest w tym takiego trudnego do zrozumienia?
            – Dużo rzeczy. – Tom wciąż niczego nie zdradzał i wydawać by się mogło, że żadnym sposobem nic z niego nie wyciągnie.
            – Jezu, człowieku… Powiedz mi wreszcie, dusisz tylko w sobie to wszystko, jak chcesz, mogę przysiąc, że nikomu nie powiem.
            – Ale dlaczego tak się uparłeś, żeby to ze mnie wyciągnąć?
            – A nie po to mnie tu zawołałeś? Chcesz topić smutki, ale zawsze, kiedy to ze mną robiłeś, wyjawiałeś mi powód – stwierdził Georg, znów napełniając kieliszki. Obu zaczynały pomału plątać się języki.
            – Ale teraz kurwa nie mogę, zrozum! – Tom krzyknął. – Chciałbym, ale tu chodzi o mnie, i o Billa.
            – No kurwa, też mi nowina, o tym to ja doskonale wiem, ale o co się tak pożarliście, że aż spierdolił z domu?
            – On jest zazdrosny o Danielle – wypalił szatyn i szybko ugryzł się  język, zdając sobie sprawę z tego, że powiedział zbyt wiele, ale Georg wcale nie wydawał się być tym zaskoczony.
            – Też mi nowość, przecież on zawsze wkurwiał się o panienki, które ruchałeś.
            – Ale jej nie ruchałem, teraz to inna sprawa, ja pierdolę, kurwa, nie mogę ci powiedzieć! – Tom już na dobre się zamotał, a przyjaciel zamyślił się i sięgnął pamięcią wstecz. Faktycznie, odkąd się znali, Bill zawsze stroił fochy, kiedy tylko jego bliźniak miał bliższy kontakt z jakąś dziewczyną, zawsze wtedy był zły, obrażony na cały świat i nie szło się z nim dogadać, ale w końcu mu przechodziło. Co działo się teraz, że mimo, iż Tom - jak twierdził - nie posunął tej panny, Bill tak bardzo się wkurzył, że aż wyniósł się do Bastiena. No właśnie… Kiedy dziś napomknął mu, że wylądują w łóżku, przyjaciel tak bardzo się zirytował, aż miał ochotę mu przyłożyć. Co tu, do cholery, się odwalało? Wiedział, że teraz nie odpuści.
            – Bill jest zazdrosny, spierdala do Bastiena, mimo, że ty nie wyruchałeś tej panny, a ty chcesz mi przypierdolić tylko za to, że powiedziałem, że może Baron go dobrze posuwa. Kurwa, Tom, co tu się dzieje? Co wy obaj odpierdalacie, co ty odpierdalasz koleś? – przechylił się, patrząc kumplowi w oczy, choć już zaczynało mu się trochę przed swoimi dwoić.
            – Kocham go. – Usłyszał krótką, lecz wymowną odpowiedź.
            – To ja wiem, że go kochasz, ale jak go kochasz? Jak brata?
            – Tak, ale kocham go też jak… Kurwa, nie chcę o tym gadać! – Tom nie dokończył, wstał z wiklinowego fotela, chwycił swój kieliszek, prawie już pustą flaszkę, i wszedł chwiejnym krokiem do salonu. Nawet nie wiedział, że odprowadza go wzrok zszokowanego Georga, który właściwie już domyślił się wszystkiego. Wciąż jednak tkwił na tarasie skonsternowany, stał jak wryty i chętnie teraz zapaliłby kolejnego papierosa, ale zamiast tego wypalił za Tomem do salonu.
            – Co ty, kurwa, pierdolisz, Tom? Kochasz go jak laskę, a on kocha ciebie jak swojego faceta!? – zapytał prawie krzycząc, ale nie otrzymał odpowiedzi, w zamian przyjaciel obrzucił go wymownym spojrzeniem, po czym przyniósł z lodówki kolejną, pełną butelkę wódki i polał. Georg szybko posadził swoje cztery litery na kanapie, tuż obok kumpla.
            – No powiedz coś, kurwa!
            – Po chuj, przecież już wszystko wiesz – warknął Tom i wypił kolejny kieliszek. Czuł, że ma już dość, na dodatek wygadał się przed Georgiem. Chciał już zaliczyć zgon, zasnąć i spać ile fabryka dała. Nie ważne, że był na jutro umówiony z DJ’em. A niech go trafi szlag, może to przez niego większość kłopotów?
            – Ja nie wiem, czy wiem, domyślam się jedynie, ale to czysty absurd, Tom, kurwa, powiedz, że to niemożliwe!
            – Co? – mruknął apatycznie szatyn.
            – Że ty i Bill, jesteście kochankami!
            – Jesteśmy – odparł krótko. Skoro i tak się wygadał, chciał to mieć za sobą. Georg z pewnością nie puści pary z gęby, był przecież jednym z bezpośrednio zainteresowanych, aby zespół nadal istniał, a skandal z tego powodu mógł doprowadzić do jego rozpadu. Obwiał się tylko o jego bezpośrednią reakcję. I fakt, jego mina nie wróżyła niczego dobrego.
            – Ja pierdolę… – jęknął Georg. – I uprawiacie kazirodczy seks?
            Tom jedynie kiwnął głową. Nie miał zamiaru opowiadać mu pikantnych szczegółów z ich sypialni.
            – Ale jak to? Przecież ty nie jesteś pedałem! Tom, ty zawsze lubiłeś damskie cipki, a teraz nagle ładujesz swojego bliźniaka w dupsko? Fuj! Obrzydliwe! – skrzywił się i wychylił pełny kieliszek do dna, jakby chciał zdezynfekować swoje usta po wypowiedzeniu tych słów. Czuł się mocno zniesmaczony tą nowiną i teraz żałował, że tak drążył temat, bo chyba wolałby nie wiedzieć.
            – Mówiłem, że nie zrozumiesz – rzucił oschle przyjaciel. – Pewnie się nami brzydzisz, co? – uśmiechnął się z ironią.
            – Nie, to nie tak, nie zrozum mnie źle! – przechylił się i chwycił kumpla za nadgarstek. – To po prostu jest dla mnie szok.
            – Tylko nikomu ani słowa. Obiecałeś.
            – No proszę cię, to by znaczyło koniec naszej kariery, a akurat na tym mi nie zależy.
            Georg to doskonale wiedział i był pewien, ze zatrzyma to dla siebie. Nie mógł powiedzieć o tym nikomu, ale miał świadomość, że posiadając taką wiedzę, będzie mu dość trudno z nimi współpracować. Dopiero teraz przypomniał sobie pewne detale, po których można było się tego domyślić, ale wówczas myślał, że to jedynie braterska troska. Od tej chwili jednak wszystko będzie interpretował inaczej.
            Trzeciej butelki już nie zdołali dokończyć. Rozmawiali przy niej jeszcze jakiś czas, aż obaj zasnęli na przeciwległych kanapach, nie próbując nawet wejść na piętro, gdzie znajdowały się sypialnie.