Część 34.
Bill
zasnął pod koniec filmu. Bastien szczelnie okrył go kołdrą i sam próbował się
zdrzemnąć. Ale jak tu spać, mając we własnym łóżku samego Boga? Wsłuchiwał się
w jego oddech, patrzył na spowity księżycowym światłem kontur jego ciała, bo
ściągnął roletę w oknie właśnie po to, aby nie mogąc zasnąć, jeszcze trochę
bezkarnie dotykać go wzrokiem. Serce kołatało mu w piersi, a ciało drżało na
samą myśl, że ten, którego pragnie najbardziej na świecie jest tuż obok, na
wyciągnięcie ręki, a jednocześnie tak bardzo nieosiągalny. Gdyby tylko mógł
pieścić to ciało, całować, gdyby tylko mógł pokazać jaki jest w łóżku, jaki
jest w związku, z pewnością nigdy więcej nie zechciałby tamtego.
Dlaczego,
mogąc mieć każdego, wybrał właśnie tego chłopaka, który być jego nie chciał? Co
za pieprzona ironia losu, że głupie serce wyrywa się zawsze nie w tą stronę co
trzeba…?
Wcisnął
telefon pod poduszkę, nastawiając zamiast dzwonka budzika wibracje. Miał
nadzieję, że te obudzą go. Wprawdzie z Tomem umówił się o dziesiątej, ale jeśli
zaśnie dopiero nad ranem - o ile w ogóle zaśnie - to i tak będzie miał problem ze
wstaniem na czas. Sam z pewnością się nie obudzi, gdyby nie było budzika, nigdy
w życiu nigdzie by nie zdążył, bo bez budzenia mógł spać nawet i do popołudnia.
Tej
nocy leżał długo. Przekręcał się z boku na bok, zamykał oczy, to znów je
otwierał, aby tylko spojrzeć na to cudowne zjawisko tuż obok niego. Napięcie
seksualne nie opadało, pragnął go tak mocno, wizualizował pod powiekami swoje
wyobrażenia i nie mógł zrobić nic. Nic poza jednym. Mając go tuż obok, śpiącego
tak słodko, był zmuszony zaspokoić się sam. Wstał więc cicho, wyszedł do
łazienki. Nie mógł onanizować się we własnym łóżku, gdyby Bill się przebudził,
tylko najadłby się wstydu, że robi to z własną ręką. Kiedy zaspokoił wreszcie
swoje podniecenie, wrócił kładąc się obok niego. Dopiero teraz przyszedł
upragniony sen, ale za oknem już zaczęło świtać.
Na
szczęście wibracje telefonu pod poduszką obudziły go, choć potrzebował na dzień
dobry jakiegoś mocnego energetyka, aby przywrócić umysłowi świeżość. I
wiedział, że zaraz go wypije, tylko niechże wstanie. Bill spał smacznie, z
włosami rozsypanymi w nieładzie na białej poduszce. Z lekko rozchylonych ust
wydobywał się z cichym świstem oddech. Z jakąż to przyjemnością pokryłby je
teraz swoimi wargami, gdyby tylko mógł… Jego ciało, na samą myśl o tym znów
dało znać dreszczem. Chociaż delikatnie go dotknie, chociaż raz… I postara się
zrobić to tak lekko, że nawet nie poczuje. Wyciągnął rękę i przebiegł opuszkami
palców po jego ramieniu. Bill mruknął i odwrócił się do niego tyłem, ukazując
nagie plecy. Gładka, oliwkowa skóra ozdobiona kilkoma pieprzykami kusiła.
Bastien zbliżył się odrobinę i czule musnął ustami ramię chłopaka, a ośmielony
jego bezruchem, pocałował w kilku kolejnych miejscach. Wiedział, że mu nie
wolno, że nie powinien zdobyć się na taki krok, ale ten młody mężczyzna tak
bardzo go pociągał. Pragnął go cholernie mocno, a jeśli miał okazję, chciał
chociaż tak delikatnie posmakować jego skóry.
Ciche
westchnienie czarnowłosego nieco wróciło mu trzeźwość myślenia, ale niemal w
tej samej chwili obrócił się na plecy i teraz Bastien, wsparty na swoim
ramieniu miał przed oczami jego cudownie piękną twarz. Bill jednak wciąż mocno
spał i ani na moment nie uchylił powiek. Wyglądał jak anioł, niewinnie i
czysto, a jednocześnie kusił jak szatan tymi nabrzmiałymi ciepłem, pełnymi
wargami. Nie umiał już się powstrzymać. Wszak powiedział mu, że nie zrobi
niczego na siłę i nie zamierzał. Skoro on tu był, spał tak słodko, to tylko
muśnie te wargi swoimi, a jeśli go tym obudzi, to po prostu przeprosi.
Pochylił
się więc, zwiewnie całując te miękkie usta. Delikatnie i czule, nie wsuwając
języka, nie napierając siłą. Jedynie otarł wilgoć swoich o jego,
pieszczotliwie, z uczuciem. Bill wciąż niewybudzony, jęknął przez sen i oblizał
językiem swoje, ucałowane przed chwilą przez Bastiena, wargi. Przez to teraz
stały się wilgotne i błyszczące. Chłopak zadrżał. Powinien już dawno wstać, ale
jakaś siła trzymała go wciąż w łóżku, przy Billu, jakiś magnes nie pozwalał mu
się podnieść. Pocałuje go… Tak, zrobi to! Bo jeśli nie teraz, to nigdy więcej
się nie odważy, a on sam z pewnością świadomie na to mu nie pozwoli. Wykorzysta
go, trudno. Choćby miał dostać w pysk, zatraci się w tym pocałunku, o ile w
ogóle on go odwzajemni.
Wstrząsnął
nim dreszcz podniecenia i zamroczony pragnieniem wolno pochylił się, obejmując
ciepłem swoich warg, te najsłodsze na świecie. Czułą pieszczotą smakował je,
choć wciąż były bez ruchu, ale po chwili rozchyliły się wpuszczając jego język
do swojego wnętrza. To wszystko trwało zaledwie kilka sekund, bo zaraz poczuł
na swoich ramionach silny uścisk dłoni Billa i został odepchnięty.
–
Bastien! – Pełen oburzenia głos chłopaka
zganił go.
–
Przepraszam… – wymruczał oszołomiony i skruszony, odsuwając
się. – Wybacz, nie mogłem się powstrzymać.
–
Ja pierdolę, Bastien! Śniło mi się, że
T… że to on mnie całuje – Mało brakowało, a sam wydałby się, ale w tym półśnie,
kiedy poczuł na swoich wargach inne, był pewien, że całuje go Tom. Przez to
wszystko poczuł silne podniecenie. Gdyby teraz mógł mieć go przy sobie, na
pewno nie wypuściłby z łóżka, ale jego tu nie było, wprawdzie był Bastien, ale…
On nie był przecież Tomem. I nagle poczuł obezwładniającą go tęsknotę i
jednocześnie żal. Jak on mógł mu to zrobić? Przecież nie mieli w planach
żadnych zdrad, ich plany były wspólną przyszłością, były nimi i jednocześnie w
nich. Gorycz paliła go wewnątrz, rozrywała trzewia i znów zachciało mu się
płakać. Usiadł, opierając łokcie na kolanach, i ukrył twarz w dłoniach.
–
Ciągle o nim myślisz… – mruknął trwożliwie Bastien, nie zbliżając się
już. – Zrobię ci śniadanie i pojadę do studio – zmienił szybko przykry dla
siebie temat, a Bill na jego słowa drgnął, ale nic nie odpowiedział, opadając
po chwili na poduszkę. Wbił wzrok w sufit, ale kiedy blondyn wstało i ruszył w
kierunku drzwi, odprowadził go spojrzeniem.
O
wiele wygodniej byłoby ulokować swoje uczucia w tym przystojniaku, który dałby
dużo za jego przychylność. Że też musiał zakochać się we własnym bliźniaku…
***
Spał
bardzo źle, ale jak można spać spokojnym i błogim snem, kiedy człowiek, który
jest najważniejszy w twoim życiu nagle z niego znika? Nie miał pojęcia co się
dzieje z Billem, bo wciąż nie mógł się do niego dodzwonić. Miał
dziewięćdziesiąt procent pewności, że jest u Bastiena. Za niespełna godzinę
spotka się z nim w studio i wtedy sam się przekona, ale w sumie i tak to było
więcej niż pewne. Bo niby dokąd mógł pójść? U nikogo wśród ich znajomych go nie
było, a Bastien też wczoraj nie odbierał od niego telefonu, więc najwidoczniej
Bill mu tak nakazał. Teraz dręczyła go jeszcze jedna myśl… Jeśli zatrzymał się
u DJ’a, to jak spędzili ten czas i co robili? Miał pewne obawy, ale nie
wierzył, że Bill mógłby go zdradzić, on sam też by tego nie zrobił, choć jego
bliźniak myślał zupełnie inaczej. Dlaczego nie miał do niego nawet odrobiny
zaufania? Żałował, że dziś nie mają w planach żadnej pracy z wokalem, bo
wówczas Bill sam musiałby pofatygować się do studio. Wtedy mógłby z nim
porozmawiać i wszystko wyjaśnić, wytłumaczyć, że zaszło jakieś nieporozumienie,
przekonać go o swojej niewinności. Tymczasem jednak wciąż nie odblokował go w
swoim telefonie i zupełnie nie wiedział kiedy to nastąpi. Co więc miał zrobić?
Nie mógł przecież jechać do Bastiena, w obecności gospodarza nie było szans na
szczerą rozmowę, a intymne tête-à-tête w ogóle nie wchodziło w grę. Nie było
innej rady, jak w jakiś delikatny sposób poprosić DJ’a, aby namówił go na
choćby telefoniczną rozmowę w której postara się przekonać bliźniaka do
spotkania, a potem na powrót do domu.
Kiedy
dotarł do studio, Bastien już tam był, siedział z nałożonymi słuchawkami przy
sprzęcie i nie usłyszał, kiedy wszedł Tom. Dopiero kiedy ten zajął miejsce obok
niego, zaskoczony spojrzał w bok, ściągnął z uszu sprzęt, i spojrzał na
chłopaka:
–
O, hej Tom!
–
No cześć – Gitarzysta obrzucił go
wnikliwym spojrzeniem. Nie wyglądał dobrze, miał przekrwione i podkrążone oczy.
Czyżby nie spał?
–
Właśnie analizowałem tę ścieżkę –
powiedział blondyn, jak gdyby nigdy nic, wskazując widniejące na ekranie
laptopa dźwiękowe zygzaki. „No
zajebiście… I nawet nie wspomniał o Billu”, pomyślał Tom, w którym aż
zagotowało się. Na dodatek nic nie robił sobie z jego milczenia, tylko
kontynuował swój wywód na temat technicznych niedociągnięć utworu, nad którym
pracowali. Szatyn jednak mimo uszu puszczał każde słowo, w ogóle nie skupiając
się na nich, aż w końcu zniecierpliwiony przerwał mu:
–
Nie pierdol Bastien, tylko lepiej powiedz
mi, czy Bill jest u ciebie – Jego ton był stanowczy i ostry, wręcz nie znoszący
przemilczenia zadanego mu pytania. Chłopak spojrzał na niego trwożliwie i
ciężko westchnął. Właściwie już nic nie musiał mówić, bo wszystko było jasne, i
sam już nie wiedział, czy ma się pilnować i kłamać jak z nut, czy powiedzieć
prawdę.
–
To chyba już wiem – mruknął Tom,
uśmiechając się z ironią. Czuł jak wszystko w jego wnętrzu wrze, jak rośnie w
nim wściekłość, zazdrość i żal. Oskarżał go o zdradę, a sam co robił? Przecież
ten chłopak miał wypisaną na twarzy nieprzespaną noc, a on jeszcze rano pałał
do Billa pełnią zaufania.
–
No dobra, będę z tobą szczery – Baron,
ze skruszoną miną postanowił do wszystkiego się przyznać. – Przyjechał do mnie
znów po niespełna dwóch godzinach od wyjścia, był roztrzęsiony i zapłakany, bo,
jak mi powiedział, przyłapał swojego faceta na zdradzie.
–
Co on pierdoli?! – wrzasnął Tom,
zupełnie zapominając, że powinien powstrzymać nerwy na wodzy, a tym bardziej
swój język.
–
No tak, mówił mi też, że trzymasz stronę
tego gościa.
Tom
popatrzył na Bastiena z niedowierzaniem. Teraz to już w ogóle nie wiedział co
ma odpowiedzieć i jak się zachować, żeby nie zdradzić się nieopatrznym słowem,
czy gestem.
–
Nie trzymam żadnej strony, ale po prostu
wiem, że nikt go nie zdradził. Ta laska się go uczepiła, ale on jest czysty i
nie tknął jej, widzę jednak, że naopowiadał ci głupot.
–
Nie wiem, czy głupot, ale powiedział mi,
żebym nie mówił ci, że zatrzymał się u mnie, bo trzymasz stronę tamtego i mu o
tym powiesz, a on nie chce, żeby go nachodził. A teraz to się na mnie wkurwi,
że się wygadałem – odpowiedział blondyn, choć doskonale pamiętał, jak potem
Bill dodał jednak, że może wyjawić miejsce jego noclegu.
Tom
westchnął. No pięknie… I co teraz ma zrobić? Bill tak po prostu zamieszkał
sobie u Bastiena, nawet nie dając mu szansy na to, żeby wszystko wyjaśnił. Na
dodatek teraz, dusiła go niepewność, czy coś między nimi zaszło, bo jeśli tak,
to on miał powód do zazdrości. Sam przecież niczego nie zrobił i był niewinny.
–
Pierzyliście się? – wypalił nagle,
wbijając w Bastiena przenikliwe spojrzenie, ale kiedy chłopak uciekł wzrokiem
nie odpowiadając, zdenerwował się jeszcze bardziej: – No gadaj! Przecież nie powtórzę tamtemu!
–
Nie, do niczego nie doszło.
–
Nie kłamiesz? – Tom nieustępliwie
wpatrywał się w chłopaka, jakby oczekując, że czymś się zdradzi.
–
Możesz powiedzieć temu kolesiowi, że
Bill go kocha i nawet nie pozwolił się pocałować. I wiesz co? – Bastien
odwrócił się teraz na swoim obrotowym krześle i spojrzał gitarzyście prosto w
oczy. – Możesz przekazać mu jeszcze, że zrobię wszystko, aby mu go odebrać, bo
z pewnością na niego nie zasługuje. – Po czym wstał i wyszedł z pomieszczenia.
Tom
odprowadził go zdezorientowanym spojrzeniem.
–
No… Ciekawe, koleś – mruknął pod nosem.
***
Kiedy
Bastien pojechał do studio, ja zwlokłem się z łóżka i zjadłem śniadanie, jakie
dla mnie przygotował. Potem ogarnąłem się i zamówiłem taksówkę. Chciałem jak
najszybciej pojechać do domu, żeby pod nieobecność Toma zabrać kilka rzeczy.
Kiedy się tam znalazłem, ogarnął mnie jakiś dziwny żal, wszedłem do sypialni
mojego brata i wtuliłem się w jego poduszkę. Miałem ochotę się rozpłakać i mało
brakowało, a rozkleiłbym się na dobre. Wiedziałem jednak, że muszę się spieszyć
nie chcąc, aby zastał mnie tutaj Tom, więc pozbierałem się jakoś i szybko
spakowałem do torby najpotrzebniejsze rzeczy, trochę ubrań i laptop. To mi w
zupełności wystarczyło, bo wiedziałem, że w końcu będę musiał wrócić do domu. I
naprawdę chciałem wrócić, ale jeszcze nie mogłem…
***
Tom
wiedział, że nie ma co spieszyć się z powrotem, bo w domu nie zastanie nikogo,
dlatego postanowił wybrać się z chłopakami na drinka. Zastanowił się tylko, jak
wytłumaczy to całe zamieszanie z Billem, bo już wiedzieli, że został na noc u
Bastiena. Na szczęście jednak kumple, widząc jego wisielczy nastrój nie
poruszali tego tematu. Jeszcze będąc w studio, poprosił DJ’a, aby namówił Billa
na odblokowanie kontaktu jego faceta - którym był on sam - i miał nadzieję, że zdoła
go jakoś przekonać. Dlatego też nie zamierzał skuć się alkoholem, wierząc, że
uda mu się przeprowadzić wieczorną rozmowę z bliźniakiem. Najlepiej, jakby mógł
z nim porozmawiać w cztery oczy, a nie przez telefon. Nie miał pojęcia, czy
blondyn nie będzie podsłuchiwał, przez co Bill nie będzie mógł powiedzieć zbyt
wiele, chociaż z drugiej strony może tamten pomyśli, że dzwoni jego facet?
Jakież to wszystko było zagmatwane.
Wrócił
taksówką kilka minut po dziewiętnastej do domu, w którym zastała go pustka.
Sięgnął do lodówki po zimne piwo i wybrał numer do brata. Odetchnął z ulgą,
kiedy usłyszał normalny sygnał, a po chwili głos Billa:
– Masz trzy minuty.
Przez
chwilę zastanowił się, dlaczego tylko trzy, a nie na przykład pięć, ale czas
uciekał, więc nie mógł milczeć. Nie wiadomo było, czy Bill po tych obiecanych
trzech minutach po prostu nie rozłączy się.
–
Bill, proszę cię, wróć do domu. To
jakieś nieporozumienie… Ja nic nie zrobiłem, wyjaśnię ci wszystko, jak wrócisz.
–
Skoro nic nie zrobiłeś, co tu wyjaśniać?
– odparł sucho czarnowłosy, zerkając w stronę schodów. Właśnie wspiął się na
piętro, zostawiając na dole Bastiena. Miał zamiar rozmawiać tak, aby chłopak
nie domyślił się, kogo ma po drugiej stronie słuchawki, ale zawsze czymś mógł
nieopatrznie się zdradzić, więc wolał oddalić się na bezpieczną odległość.
–
W takim razie po prostu wróć, bo ja nic
nie zrobiłem.
–
Łżesz – odparł sucho czarnowłosy. Z
drugiej strony słuchawki Tom ciężko sapnął. I taka to właśnie była rozmowa z
Billem.
–
Powiedz mi w takim razie czemu uważasz,
że kłamię?
–
Pojechałeś do tej dziwki w tamten
czwartek, niby na drinka i nie powiedziałeś mi. Na dodatek okłamałeś, że
pracowałeś cały czas z Bastienem i tylko wyskoczyliście na obiad.
– Bill, ja nie pojechałem na tego drinka.
Owszem, zamierzałem pojechać, ale wróciłem do domu, do ciebie.
– Kurwa, kłamiesz! Dlaczego tak kłamiesz?! Wiem,
że byłeś u niej i nie wierzę, że nie posuwałeś jej! I w klubie miałeś być tylko
z chłopakami, a tymczasem co? Przyjeżdżam i widzę, jak ta szmata wisi na tobie,
jak się do ciebie ślini! Chyba nie chcesz mi wmówić, że nie zerżnąłeś jej w
kiblu?! Widziałem jak na ciebie leci, jak patrzy, jak się ociera, a ty co? Nic,
kurwa! Bo ci to pasuje, bo lubisz cycki i babskie dziury!
Tego już Tom nie wytrzymał. Owszem,
Danielle kleiła się do niego, ale nie zamierzał skorzystać z okazji, był mu
wierny i to nie miało ulec zmianie. Tymczasem czarnowłosy wpierał mu jakieś nie
mające miejsca sytuacje, wmawiał coś, czego nie zrobił, a sam co? Mieszkał
sobie u Bastiena i choć ten powiedział mu, że do niczego nie doszło - a z
pewnością nie kłamał, bo nie miał powodu, nie wiedząc co ich łączy - to przecież
nie musiał wcale mieć tej pewności. Zdenerwował się i chcąc dopiec Billowi,
wyrzucił z siebie oskarżenie:
– Tak? Uważasz, że kłamię? Nie umawiałem się z
nią, nie moja wina, że przyjechała z Marcusem! Możesz zapytać Georga! A ty co?
Myślałby kto, że taki zraniony! Pojechałeś sobie do blondyna na noc? I niby w
jakim celu? Mam niby uwierzyć w to, że nic nie było, to chcesz mi wmawiać? Dam
głowę, że już dałeś mu dupy!
– A myśl sobie co chcesz i wiesz co?
Spierdalaj! – huknął wściekle Bill i rozłączył się, po czym wzburzony rzucił
telefon na łóżko. Te ostatnie słowa Toma kompletnie wytrąciły go z równowagi.
Jak on śmiał w ogóle posądzać go o coś takiego? To on, spędzając noc z
przystojnym mężczyzną, nie uległ pokusie i był mu wierny, nie pozwolił nawet
się pocałować, a tu takie insynuacje? Był rozżalony, nie mógł opanować drżenia
dłoni, które wbił w kieszenie, zawieszając wzrok w widoku, jaki rozciągał się
za oknem. W głowie miał burzę myśli, a ciałem zawładnęły dziwne dreszcze. Zamyślił
się.
–
Bill, zejdź na dół, bo obiad wystygnie –
Mimo, że głos Bastiena był całkiem cichy, z zaskoczenia drgnął. – Przepraszam,
nie chciałem cię przestraszyć – dodał chłopak. Doskonale słyszał ostatnie słowa
Billa i teraz miał pewność, że ten jego facet istnieje naprawdę, choć nikt go
nie widział i nie miał o nim pojęcia, bo jak dotąd nie dawało mu to spokoju i w
stu procentach nie dowierzał, że jest z kimś związany i tak świetnie udało mu
się to do tej pory ukryć.
Czarnowłosy
niemal natychmiast wrócił pamięcią do rozmowy, jaką przed chwilą przeprowadził
z własnym bliźniakiem, nieco wystraszony przeanalizował wypowiedziane słowa,
czy przypadkiem gdzieś nie wypowiedział jego imienia. Wątpił, czy blondyn
niczego nie usłyszał. Może samego początku nie, ale ostatnie słowa na pewno,
tym bardziej, że powiedział je podniesionym głosem.
–
Przepraszam, że się wtrącę, ale jeśli
twój facet jest gejem, to bardziej zagraża ci towarzystwo męskie, w jakim był.
–
To towarzystwo jest hetero, a on jest
bi, na dodatek ta szmata na pewno rozłożyłaby nogi w jednej sekundzie, więc nie
wierzę, że nie skorzystał z okazji – Bill łypnął na niego z ukosa i dodał: – Wszystko
słyszałeś?
–
Tylko końcówkę i to, jak kazałeś mu
spierdalać – odparł Baron, schodząc po schodach. Za nim krok w krok szedł Bill,
który odetchnął z ulgą. Przez chwilę zanurkował w swojej pamięci, uporczywie
starając się z niej wyłowić, co dokładnie mówił. Na całe szczęście, nie
wypowiedział w tej rozmowie imienia bliźniaka, jak zawsze zwykł to robić, więc
chłopak niczego nie mógł się domyślić.
W
milczeniu zasiedli do stołu, ale Bill nie miał apetytu, choć danie zamówione
dziś przez Bastiena było naprawdę pyszne. W jego wnętrzu wciąż drgały echa
rozmowy z Tomem, grzebał więc widelcem w potrawie zamyślony, tylko sporadycznie
wsuwając do ust jakiś kęs. I kiedy blondyn już dawno zjadł, on wciąż miał na
talerzu ledwie napoczęte danie.
–
Przepraszam, ale nie jestem głodny –
rzucił w końcu, odkładając widelec.
Baron
doskonale widział jego poruszenie, ale taktownie nie pytał o nic w tym temacie.
–
A masz chęć się czegoś napić?
–
Mam, zrób mi mocnego drinka.
Chłopak
natychmiast wstał od stołu i podszedł do barku wyjmując butelkę mocnej wódki,
po czym udał się do kuchni i po kilku minutach wrócił z dwiema szklaneczkami,
wypełnionymi ciemnym płynem, na powierzchni którego unosiły się kostki lodu.
–
Proszę – Postawił na stole jedną z nich.
Bill niemal od razu sięgnął po nią, wypijając kilka dużych łyków, a Bastien usiadł
na wprost niego. Przez chwilę panowało zupełne milczenie. Blondyn wiedział, że
chłopak pochłonięty jest teraz myślami, do jakich nie miał dostępu, a jedynie
mógł się domyślać co jest ich tematem. Chciałby wiedzieć co zamierza, czy to
jego wymowne „spierdalaj” znaczyło to, czego pragnął. Nie wiedział co ma
zrobić, chciał o to zapytać, a jednocześnie obawiał się zarówno odpowiedzi, jak
i tego, że czarnowłosy w końcu poirytowany powie mu, żeby przestał się tym
interesować. Czasem miał wrażenie, że wcale go nie poznał, nie miał pojęcia,
czego może się po nim spodziewać. Już nie raz poczęstował go ciętą,
niespodziewaną ripostą. Postanowił jednak zaryzykować, trudno, najwyżej
czarnowłosy słownie skopie mu tyłek.
–
A powiedz mi… Zostawisz go? – palnął, nie
owijając w bawełnę.
–
Nie wiem, być może… – Apatycznie odpowiedział pytany. Bastiena
zatkało. I znów usłyszał odpowiedź, jakiej się nie spodziewał, co ponownie
utwierdziło go w przekonaniu, jak bardzo nieodgadniony jest Bill. I choć wciąż
te wszystkie elementy układanki wcale do siebie nie pasowały, uchwycił się tej
odpowiedzi, jak najlepszej deski ratunku.