sobota, 17 sierpnia 2019

Część 67.



Część 67.


            Kilka godzin Bill spędził praktycznie na niczym, bo nie bardzo wiedział co ma ze sobą zrobić. Był załamany, zdruzgotany i z każdą chwilą wpadał w coraz głębszą otchłań rozpaczy. Był wściekły i rozżalony na cały świat, chociaż pretensje mógł mieć tylko do siebie. Popełnił tyle błędów tu w Berlinie, dał się ponieść tam w Atlancie, i nie umiał sobie tego wybaczyć. Miał wszystko, jego miłość, wierność i oddanie, a wciąż szukał wrażeń, które były tylko chwilową przyjemnością, a przez którą teraz przeżywał swoją osobistą tragedię. I na dodatek w tej właśnie chwili Tom był prawdopodobnie u Danielle. Na samą myśl o tym znów się rozpłakał. A co, jeśli to definitywny koniec? Jeśli ona go omota i nie zechce już do niego wrócić, to nie będzie miał po co żyć, bo życie bez Toma nie miało najmniejszego sensu.
            W południe przyszła posprzątać pani Elsa. Sam nie miał na nic siły, więc poprosił, aby zajęła się jego walizką. Kobieta zaniosła wszystkie ciuchy do pralni w piwnicy. Podręczną torbę rozpakował sam i ulotnił się na górę, aby mogła w spokoju ogarnąć ogólny syf w mieszkaniu. Nie miała z nimi lekko, zazwyczaj mieli bajzel i rzadko sami sprzątali między jej wizytami, więc była już do tego przyzwyczajona, ale nie narzekała, bo płacili jej nieźle.
            Podczas, kiedy ona sprzątała na dole, Bill wziął w łazience na piętrze prysznic. Wczoraj zupełnie nie miał do tego głowy. W każdym zakątku domu, wszystko przypominało mu o Tomie. W tej prysznicowej kabinie kochali się tyle razy i stojąc pod silnym strumieniem wody na wspomnienie tego, ponownie się rozpłakał. Łzy łączyły się z kroplami wody, spływając po nagim ciele. Jak teraz ma żyć tu bez niego, bez jego rąk, ust i cudownego ciała? Wiedział, że będzie skazany na przymusową abstynencję od seksu i na samą myśl o tym, rozpłakał się jeszcze bardziej. Jak przeżyje najbliższe dni, a może tygodnie i miesiące? Ale nie! Przecież w końcu kiedyś Tom do niego wróci, musi wrócić! Nie wyobrażał sobie życia bez niego, a czy Tom wyobrażał sobie istnienie bez Billa? No właśnie… Nie! To niemożliwe! Zrobi wszystko, żeby znów byli razem!
            Targały nim skrajne odczucia. Od rozpaczy, kiedy wątpił, do euforii, kiedy miał nadzieję, że wszystko się poukłada. Zamknął się w swojej sypialni z komórką, bo nie zamierzał się poddawać, próbując kilkakrotnie dodzwonić się do brata. Kiedy ten nie odbierał, znów wybierał jego numer. Między połączeniami pisał smsy, w których przepraszał, przysięgał, że to się więcej nie powtórzy, błagał, żeby wrócił i wyznawał miłość. Miał gdzieś, że prawdopodobnie jest z Danielle i, że ona może to odczytać. Już na niczym mu nie zależało.
            Na niczym, prócz Toma.

***

            Kiedy Tom układał się do snu na kanapie w studio, przezornie wyciszył komórkę, przypuszczając, że Bill będzie się do niego dobijał. Wziął tabletkę nasenną, chciał się uspokoić i porządnie wyspać. Tego dnia jeszcze nie byli umówieni z całą resztą, aby pracować nad promocją, nie mieli też żadnych spotkań, ale jutro już cały dzień był zaplanowany i tego obawiał się najbardziej. Mieli mieć zebranie z menagerami dotyczące planu promocji płyty, na którym miał być też i Bastien. Obawiał się tej konfrontacji, bo wiedział, że niczego nie może dać po sobie poznać. Ale to wszystko miało być jutro, a dziś miał zamiar się jakoś zregenerować, odespać ciężkie dni i wyciszyć tu w samotności. Jednak kiedy po sześciu godzinach snu się obudził i sięgnął po komórkę, cały odzyskany we śnie spokój pierzchł. Zobaczył niezliczoną ilość połączeń od Billa i kilka smsów. Najpierw nie zamierzał ich otwierać i czytać, ale ciekawość zwyciężyła. W każdej wiadomości - jak się spodziewał - Bill przepraszał, błagał o wybaczenie i pisał, że kocha najbardziej na świecie. Jednak ta ostatnia nieco go zaniepokoiła, choć doskonale wiedział, że to pewnie znów emocjonalny szantaż, jaki od zawsze na nim testował, czasem z błahych powodów. Teraz jednak sytuacja była zupełnie inna. Ten sms napisał dwie godziny temu, jako ostatni, a w nim uderzył w bardzo dramatyczny ton, użalając się nad sobą i finalnie pisząc, że jeśli mu nie wybaczy, odbierze sobie życie. Oczywiście wątpił w to szczerze, Bill za bardzo je kochał, aby się zabić, ale kto tam wie, co w rozpaczy mogło przyjść mu do głowy. Nie zamierzał się ugiąć i do niego dzwonić, ale miał zamiar znów wykorzystać przyjaciela, i choć Georg miał z pewnością już dość jego problemów, to jednak postanowił kolejny raz poprosić go o przysługę.
            – Cześć stary – odezwał się, kiedy kumpel odebrał od niego połączenie. – Co tam robisz? – zapytał jak gdyby nigdy nic, ale chłopak doskonale wiedział, że czegoś od niego chce.
            – Nie owijaj w bawełnę, tylko gadaj czego chcesz – sapnął zniecierpliwiony.
            – A nie przeszkadzam ci?
            – Teoretycznie nie, Sara wyjechała na sesję. A tak szczerze, mam was serdecznie dość, ale za bardzo cię lubię, żeby olać, więc gadaj. Gdzie ty w ogóle jesteś, u Danielle?
            – Nie, jestem w studio. Wziąłem coś na sen, musiałem się porządnie wyspać.
            – Nie widziałeś się jeszcze z Billem?
            – Widziałem.
            – I co?
            Tom westchnął ciężko.
            – Nic, spakowałem się i wyniosłem do studia.
            – A co on na to?
            – Błagał, żebym został, myślał, że wyprowadzam się do Danielle. Pisał mi smsy, dzwonił, ale nie odbierałem, trochę się denerwuję, chociaż w sumie…
            – Co?
            – A nic… To głupie. Przewrażliwiony jestem.
            – No gadaj, jak zacząłeś!
– Napisał mi, że się zabije, ale niepotrzebnie się martwię, to szantaż, żebym się odezwał.
– Oczywiście, ze to szantaż! Nie ulegaj mu, skończ to teraz raz na zawsze! To najlepszy moment, z czasem wasze braterskie relacje się ułożą.
– Nic się nie ułoży Georg, bo ja go wciąż kocham. I to wcale nie jest miłość braterska.
– A co z Danielle? Nie była tak dobra w łóżku jak on? – zachichotał Georg.
– Nie była, ale nie w tym rzecz. Ja po prostu nie mogę przestać o nim myśleć. Pieprzyłem ją, wyobrażając sobie, ze robię to z Billem. To jakaś paranoja… – jęknął Tom.
– Pierdolisz przyjacielu! Może nie teraz, ale poznasz jakąś fajną dziewczynę i ci przejdzie.
– Cokolwiek się stanie, nie przestanę go kochać. Słuchaj… Mógłbyś do niego zadzwonić? Tak po prostu, zapytaj jak się ma, ale nie mów, że ja o to prosiłem.
– Rany, znowu jakieś podchody?
– Po prostu chcę się upewnić, że nic mu nie jest, tylko tyle.
– Pewnie wszystko z nim w porządku, ale dobra, zadzwonię.
– Dzięki stary.
Georg rozłączył się i wybrał numer do Billa, ale on nie odebrał. Sam z siebie postanowił, że tam pojedzie i sprawdzi dla świętego spokoju co się dzieje. Zatelefonował też zaraz do Toma i go o tym poinformował.

***

            Po napisaniu ostatniego smsa do Toma, Bill leżąc w swoim łóżku w sypialni, zasnął. Kiedy się obudził zerknął w telefon, choć tak naprawdę żadnej wiadomości się nie spodziewał, ale i tak miał odrobinę nadziei. Zamiast smsa, miał nieodebrane połączenie od Georga, które zignorował. A może brat kazał mu do niego dzwonić? Ta myśl odrobinę go ucieszyła. Nie będzie oddzwaniał, a niech się martwi, jeśli w ogóle to robił. Nie miał pomysłu co zrobić z resztą dnia. Gdyby tu był Tom, z pewnością spożytkowaliby ten czas w wiadomy sposób. Ale Toma nie było i nie wiadomo kiedy będzie mu dane posmakować choćby jego ust… Leżał wpatrzony w sufit, wspominając ich wspólne chwile w tym łóżku, i złorzeczył znów sam sobie. To, co teraz się działo, było tylko i wyłącznie jego winą, chociaż gdyby nie te zdjęcia, Tom by się o tym nie dowiedział, a on już nigdy nie popełniłby tego błędu, i żyliby sobie dalej razem w swojej mydlanej bańce.
            Krótki sen dał chwilę ukojenia skołatanym nerwom, ale teraz na powrót zawładnęła nim wściekłość. Pieprzony Bastien! Gdyby go nie kusił w tym basenie, wszystko byłoby jak dawniej! Ale zaraz, zaraz… Czy to przypadkiem nie on kusił wtedy Bastiena? Zaklął szpetnie w myślach. Szukał usilnie winnych, a tak naprawdę winę ponosił on sam. Zamyślił się, a wtedy dźwięk smsa postawił go na równe nogi i z bijącym sercem sięgnął po telefon, mając nadzieję, że może napisał Tom. Kiedy jednak zobaczył nadawcę, ponownie zaklął, tym razem głośno:
            – Czego ode mnie ten skurwysyn chce?
            Wiadomość była od Bastiena, który jak gdyby nigdy nic pisał: „Cześć Bill, co u Ciebie? Może wpadłbyś do mnie na drinka, albo spotkamy się gdzieś na mieście?”. Na te słowa ogarnęła go wściekłość. To on był przyczyną jego wszystkich nieszczęść i najwyższa pora była w końcu się na nim wyżyć!
            – Już ja ci, kurwa, dam drinka! – warknął i ruszył do garderoby, gdzie pospiesznie się ubrał, tym razem nie zastanawiając godzinę w co, założył pierwsze lepsze spodnie i koszulkę. Wrócił do sypialni i odpisał Bastienowi: ”Jasne, za niedługo u Ciebie będę, czekaj na mnie”. Zbiegł do salonu, gdzie z szuflady komody wyjął jedno ze zdjęć, w popłochu schowanych tam, kiedy przyszła pani Elsa. Złożył je na cztery i wcisnął w kieszeń ramoneski, po czym wybrał numer radio taxi, zamawiając pojazd.

***

            Georg i tak nie miał tego dnia nic do roboty, dlatego zaoferował się, że pojedzie do Billa i sprawdzi jak ma się jego drugi, ten bardziej nieodpowiedzialny kumpel. Zdawał sobie sprawę, że po tym wszystkim musi czuć się fatalnie, z pewnością siedział w domu w złym stanie, zupełnie rozsypany i przybity, ale jakież było jego zdziwienie, kiedy zbliżając się do domu bliźniaków, zobaczył, że Bill właśnie wsiada do taksówki. Ciekawe dokąd się wybierał i co zamierzał? Może jakimś cudem dowiedział się, gdzie mieszka Danielle i postanowił do niej pojechać? Nie wyglądało to dobrze, w takim stanie psychicznym gotów był narobić tam niezłej siary. Postanowił niezwłocznie zatelefonować do Toma.
            – No co tam?
            – Słuchaj, twój brat właśnie wsiadł do taksówki i gdzieś jedzie, obawiam się, że może jechać do Danielle, jeszcze narobi tam jakiegoś bydła! – powiedział szybko i wolno ruszył za oddalającą się taksówką.
            – To jedź za nim i zobacz, żeby czegoś głupiego nie odjebał! – zdenerwował się Tom.
            – No właśnie jadę, dam ci potem znać, co i jak. – Georg rozłączył się i wciąż jadąc za taksówką, która wiozła Billa, trzymał się w odpowiedniej odległości, choć wątpił, że ten będzie się rozglądał i coś podejrzewał. Nie miał pojęcia dokąd go licho niesie, miał tylko jedno podejrzenie, ale taxi nie zmierzała w kierunku dzielnicy, w której mieszkała Danielle, wiedział to, bo kiedyś odwoził ją do domu. Jadąc jego tropem, zaczynał nabierać zupełnie innych podejrzeń i wkrótce okazało się, że tym razem wcale się nie mylił. Kiedy taksówka zatrzymała się pod domem Barona, on stanął kilka metrów dalej. W obawie, że czarnowłosy będzie się rozglądał i pozna jego auto, lekko pochylił się na siedzeniu, tak, żeby go nie dostrzegł, bo numerów rejestracyjnych pewnie nie pamiętał. Ale Bill nawet nie pomyślał, że ktoś może go śledzić i wcale się nie rozglądał. Stając u wejścia do domu DJ’a, wyciągnął z kieszeni ramoneski jakąś kartkę i wcisnął guzik videofonu. W tej samej chwili, Georg wybrał połączenie do Toma.
            – No i co? – odezwał się ten, zniecierpliwionym głosem.
            – Stary, nawet nie miej złudzeń… Jemu chyba brakuje seksu, bo przyjechał do Barona.

***

            Bastien był cały w skowronkach, kiedy Bill odpisał mu, że przyjedzie. Pisał swojego smsa z duszą na ramieniu, bo po ostatnich, nie wróżących niczego dobrego, spędzonych wspólnie dniach, nie spodziewał się, że w ogóle zechce się z nim spotkać. Postanowił jednak zaryzykować i jak widać, opłacało się. Bill miał tu niebawem być! Wprawdzie nie zerwał z Maxem, ale tylko przez jego szantaż. Nie chciał, aby te foty trafiły do gazet, więc mu uległ. Jednak nie zamierzał rezygnować ze swoich marzeń, bo jeśli Bill chciałby z nim być, to te zdjęcia przestawały mieć jakiekolwiek znaczenie. Trudno, najwyżej mu o nich powie i chłopak nie będzie zaskoczony, jeśli nawet Max zrobi z nich użytek.
Chodził od okna, do okna, gotowy na spotkanie, i wyglądał przybycia swojej miłości. Kiedy zobaczył, że pod jego domem zatrzymuje się taksówka, serce zabiło mu mocniej i popędził do holu, aby go wpuścić. Naciskając guzik videofonu, zaraz otworzył także i drzwi, ale widząc minę zbliżającego się Billa, zamarł. Na jego twarzy zamiast uśmiechu na jego widok, malowała się wściekłość. Wparował jak burza i natychmiast podstawił mu pod nos trzymaną w ręku kartkę.
– Wiesz coś na ten temat, Bastien?! – ryknął, przenikliwie się w niego wpatrując. Barona zamurowało. Zupełnie zaskoczył go tym zdjęciem, skąd on je do cholery miał?! Czyżby Max nie dotrzymał słowa? Jeśli tak, to wszystko pozamiatane, pozbędzie się tego chłopaka raz na zawsze! – No co? Nie masz mi nic do powiedzenia?! Wynająłeś paparucha, bo chciałeś mieć ze mną pornograficzną sesję?!
Blondyn cofnął się kilka kroków i milczał, bo tak naprawdę nie wiedział co ma mu odpowiedzieć. Miał ściemniać, że nic o tym nie wie? Na to chyba było już za późno, bo owszem, był zaskoczony, ale nie istnieniem samego zdjęcia, tylko tym, że znalazło się w jego posiadaniu. Jedynie powiedzenie całej prawdy, mogło uratować ich relację, choć wątpił, czy jeszcze choć jakaś przyjacielska będzie możliwa.
– To nie tak, Bill… – wymamrotał.
– A jak, Bastien?! No jak?! – krzyczał wzburzony Bill. – Nikt się miał nie dowiedzieć, a ty rozwaliłeś mi tym związek, zjebałeś mi życie, rozumiesz?! Po chuj ci to było człowieku?! No gadaj?!
Teraz Bastien zdenerwował się i też podniósł głos:
– Ja ci coś zjebałem, Bill? Serio tak myślisz?! Przypominam ci, że też tego chciałeś! – Wskazał na niego palcem.
– Tak, chciałem! Ale obiecałeś mi, że nikt się nie dowie!
Baron nie wierzył w to, co słyszał. Co z niego był za człowiek? Zdradzał i miał nadzieję, że będzie to ciągnął w nieskończoność, i to nie wyjdzie na jaw? Chyba jednak przeceniał go w myślach i nazbyt idealizował, bo jego Bóg okazał się zwykłym gówniarzem, który nie umiał ponieść konsekwencji swoich czynów. Chyba właśnie zrozumiał znaczenie słowa, że miłość jest ślepa.
– Ja nikomu nie powiedziałem, Bill, tak jak obiecałem, nie moja wina, że Max nasłał paparazzi, żeby mnie szpiegował.
– Co?! – Czarnowłosy wytrzeszczył oczy i wpatrywał się w niego z niedowierzaniem. – Ja pierdolę… – jęknął i złapał się za głowę. – Skąd o tym wiesz? Nie mogłeś mi powiedzieć wcześniej?!
– Nie mogłem, bo kilka godzin po moim powrocie, przyszedł do mnie z awanturą i pokazał mi te zdjęcia. Dopiero wtedy sam się dowiedziałem, groził, że jeśli go rzucę, to wyśle je do gazet, ale wygląda na to, że tobie je wysłał wcześniej…
– Nie mnie. Nie wiem komu, nie wiem jak, ale dostały się w ręce Toma i mojego faceta. – Bill zacisnął pięść. – Przysięgam, gdybym go dorwał, chyba bym go zabił. Jak mogłeś związać się z takim idiotą? Dowiedz się, komu je wysyłał! A zresztą, wyjebane! Powiedz mu, żeby wsadził je sobie w dupę! – dodał i rzucił zdjęcie na podłogę, po czym zaraz odwrócił się i wyszedł, trzasnąwszy drzwiami.

***

            Tom zrezygnowany opadł na kanapę. A więc jednak… To taka była ta jego miłość, takie obietnice.
            – To się więcej nie powtórzy… Jasne – mruknął pod nosem, ironicznie się uśmiechając. – Co za pieprzony kłamca!
            Nie spodziewał się, że Bill od tej chwili będzie grzecznym aniołkiem, ale myślał, że chociaż teraz, przez jakiś czas będzie się starał. No przecież zaledwie wczoraj dowiedział się, że Tom odkrył gorzką prawdę, a już poleciał do Bastiena? Co za gówniarz! Że też chociaż w takiej chwili nie umiał się powstrzymać! Jeśli już tak bardzo mu się chciało, mógł sobie zwalić konia sam, ale nie, oczywiście on musiał poczuć to dogłębnie!
            Tomowi już nawet nie było z tego powodu przykro, w końcu niczego innego nie spodziewał się po Billu. Był po prostu zły. Był bardzo zły, wręcz wściekły, ale był też ciekaw, ile mu zajmie ten szybki numerek i dlatego poprosił Georga, żeby czekał pod domem Barona i, żeby dał mu znać, kiedy stamtąd wyjdzie. Jeśli znów przyjdzie go prosić o wybaczenie, to będzie jego asem w rękawie. Wtedy dopiero wyśpiewa mu co o nim myśli, bo dziś rano był nadzwyczaj małomówny, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Przyjdzie czas, że wyrzyga mu w twarz każdą swoją bolączkę.
Miał ochotę na piwo, a wiedział, że jego zapas jest w lodówce w kuchni. Chciał tam iść, ale obawiał się, czy przypadkiem nie napatoczy się gdzieś na Dani. Wprawdzie dziś cały dzień miała być poza swoim biurem, ale mogła po coś wpaść do studia choćby na chwilę, a przy jego pechu możliwe było spotkanie z nią oko w oko. Tego nie chciał, a z pewnością nie dziś. Chyłkiem przemknął przez korytarz obok jej biura, a kiedy znalazł się w kuchni szybko wyjął z lodówki piwo, i w takim samym tempie zmył się do swojego, studyjnego pokoju. Na swoje szczęście nigdzie jej nie spotkał. Gdy tylko zamknął za sobą drzwi, rozdzwoniła się jego komórka. Podszedł szybko do stolika, a kiedy zobaczył, że dzwoni Georg, nieco się zdziwił. Minęło zaledwie dziesięć minut, odkąd mu mówił, że Bill wszedł do domu Barona, czyżby to był kosmicznie szybki numerek? Trochę wydawało mu się to dziwne, a wręcz niemożliwe, że w tak krótkim czasie zrobili co trzeba. Bill lubił szybkie numerki, ale lubił także pieszczoty i taki dziesięciominutowy seks, byłby dla niego zdecydowanie za szybki.
– Wiesz co? Wydaje mi się, że jednak się nie pieprzyli, a Bill chyba przyjechał do niego z jakąś awanturą, bo wyszedł taki wkurwiony i idzie mega szybko. Poza tym wchodząc tam, miał w ręku jakąś kartkę, a teraz już jej nie ma. Pojadę za nim i zobaczę co zrobi.
Tom poczuł ulgę i dopiero teraz przyznał sam przed sobą, jak ogromną miał nadzieję, że tam się nic nie wydarzy.
– Dobra – odpowiedział krótko, a Georg rozłączył się.

***

            Bill wypadł od Bastiena szybki jak błyskawica. Zbiegł ze schodków ganku po dwa stopnie i natychmiast znalazł się przy furtce, zatrzaskując ją za sobą z hukiem.
            – Pierdolony psychopata – mruknął pod nosem i nie oglądając się za siebie parł szybkim, zdecydowanym krokiem naprzód. Od zawsze wiedział, że ten koleś ma coś z głową, ale nie zdawał sobie sprawy, że jest aż tak popaprany. Szpiegował swojego faceta, chcąc przyłapać go na zdradzie, czy po to, aby łudzić się, że Baron jest mu wierny? Musiał być naiwny wierząc w to. Nie kochał Maxa, to było więcej jak pewne, więc nie powinien oczekiwać wierności, no chyba, że blondyn mu to obiecał, więc może chciał się upewnić, czy nie doprawia mu rogów. Co by o tym wszystkim nie myśleć, to przez przypadek zaliczył wpadkę i on. Tylko w jaki sposób te zdjęcia znalazły się u Toma? Czy ten psychol mu je wysłał? To było jedną wielką zagadką, miał nadzieję, że jeśli nie teraz od Bastiena, to kiedyś się dowie od swojego brata.
            Idąc szybkim krokiem wzdłuż ulicy, wyciągnął z kieszeni komórkę, mając zamiar zatelefonować po taksówkę, ale podobnie jak kiedyś usłyszał tuż za sobą silnik podjeżdżającego auta, a gdy kątem oka dostrzegł, że jedzie tuż obok niego, znacznie zwolnił. Jednak tym razem nie było to żółte Ferrari, wyraźnie zauważył ciemno-bordowy kolor karoserii. Chwila moment, przecież samochód Georga miał taki kolor, jednak wciąż bał się odwrócić, bo niewykluczone było, że Max też ma jakieś bordowe auto, chociaż czego właściwie się bał? Jeśli to on, nie zamierzał wsiadać, stojąc na ulicy także może mu porządnie nawrzucać. Zatrzymał się i szybko odwrócił, a wtedy poczuł ulgę:
            – Georg? – Przez chwilę nawet się ucieszył, ale zaraz ponownie zdenerwował: – No nie wierzę, kurwa! Co ty, szpiegujesz mnie? Ciebie też pojebało?! – krzyknął, ale Georg tylko się uśmiechnął i otworzył mu drzwi:
            – Nie pierdol, tylko wsiadaj, podwiozę cię.
            Bill jeszcze chwilę stał na chodniku, jakby się wahał, ale zaraz wsiadł.
            – Czy ja jestem w jakimś pierdolonym Matrixie, wariatkowie, czy jak to nazwać? –  zaczął swój lament, kiedy już posadził tyłek na siedzeniu. – Zazdrosny Max wynajmuje paparucha, który śledzi Bastiena, ja staję się przypadkową ofiarą, a zdjęcia trafiają dziwnym trafem w ręce Toma. Co tu jest grane, możesz mi powiedzieć Georg?
            Kumpel spojrzał na niego zdziwiony, ale po chwili się zaśmiał:
            – Czyli to zlecił Max? Serio? O kurwa, ja pierdolę, ale ty masz pecha!
            – No w chuj śmieszne, wiesz? – Czarnowłosy spiorunował go wzrokiem.
            Georg ruszył, nie mogąc opanować śmiechu.
            – Zawieźć cię do domu?
            – Najpierw mi powiedz, skąd Tom miał te zdjęcia?
            – Zwykły przypadek, przyjacielu. Po prostu przyjechał sobie jak gdyby nigdy nic popracować do studia, chłopaki w pokoju technicznych z czegoś się śmiali i usłyszał, że są jakieś zdjęcia, jak Bastien posuwa cię w basenie. Przyparł do muru Petera, bo to on mówił, że je widział, no i kupił je od niego.
            – Jak to kupił? To co on, kurwa, moimi porno-fotami handluje?! – Bill aż poczerwieniał ze złości.
            – Nie, ale jakiś jego kolega, który pracuje dla tego fotografa mu o nich powiedział, i Tom wymusił na nim, żeby mu wysłał. Wykosztował się chłopak, bo za jedno pięć stów wybulił, czyli w sumie dwa pięćset.
            Bill westchnął. Miał cholernego pecha, chociaż jeśli brat nie dowiedziałby się teraz, to Max i tak pewnie by je jakoś rozpowszechnił. Po tym kretynie można było się wszystkiego spodziewać. Ech… Gdyby mógł cofnąć czas… Znów westchnął.
            – Przez jedną głupią zachciankę, wszystko spieprzyłem...
            – No… Niezaprzeczalnie. – Georg zatrzymał się na światłach i zerknął na przyjaciela. – Kiepsko wyglądasz, Bill.
            – No raczej. Ryczałem prawie całą noc, jestem na psychotropach i alko, zawaliło mi się życie, więc jak mam wyglądać?
            – Nie będę prawił ci morałów, ale zdajesz sobie sprawę, że to tylko twoja wina.
            – Wiem.
            – Przyjechałeś do Barona, zrobić mu aferę o te zdjęcia?
            – No, a jak? Chyba nie myślisz, że chciałem dać mu dupy.
            – A wiesz, że na początku tak myślałem? – zachichotał Georg.
– Bardzo śmieszne…. – mruknął Bill. – A tak w ogóle, śledziłeś mnie?
            – Tylko kawałek. Pojechałem do ciebie, żeby sprawdzić jak się czujesz, bo wczoraj tak nagle zamilkłeś, ale kiedy zobaczyłem, że wsiadasz do taksówki, postanowiłem za nią pojechać, bo najpierw pomyślałem, że jedziesz do Daniele narobić jakiejś siary, ale potem, kiedy już zbliżała się do dzielnicy Barona, to wiesz co pomyślałem…
            – Serio myślałeś, że po tym wszystkim jadę się z nim pieprzyć?
            – No, tak pomyślałem, bo znając ciebie…
            – Dzięki Georg, wiesz? – żachnął się czarnowłosy.
            – No Bill, nie od dziś wiadomo, że lubisz ten sport i nie możesz bez niego żyć, a teraz, kiedy nie masz Toma, to trzeba się gdzieś zaspokoić, nie?
            – Nie potrzebuję nikogo, mam ręce.
            – Ale twoja rąsia, nie jest tak dobra jak żywy fiut.
            – Jakoś sobie poradzę – odpowiedział cicho Bill i na chwilę zamilkł. Wsparł głowę o zagłówek i wpatrywał się w ludzi idących ulicami. Zachciało mu się płakać, bo w tej chwili Georg poruszył bardzo bolesny temat. Wyobraził sobie, że Tom właśnie zaspokaja Danielle i przez tę myśl, zapiekło go pod powiekami.
            – Georg…? – jęknął cicho, zwracając głowę w stronę chłopaka. – Czy on naprawdę pojechał do Danielle?
            Kumpel zerknął na niego. Mimo całej złości jaką pałał o to całe zmieszanie, zrobiło mu się go żal, bo widział jak cierpi i chyba szczerze żałował.
            – Nie – odpowiedział, a słysząc to krótkie słowo, Bill się ożywił.
            – Nie?! Nie pojechał do niej? To gdzie on jest? W studio?
            – Nie, ale nie mogę ci powiedzieć, gdzie się zatrzymał, zabronił mi. Mogę tylko powiedzieć, że jest sam i potrzebuje czasu nawet na to, żeby znów wrócić na spokojnie do waszej braterskiej relacji.
            – Ale ja nie chcę żadnej, braterskiej relacji, Georg! Ja go kocham i chcę, żeby było jak dawniej! – Po policzkach czarnowłosego popłynęły łzy.
            – Kochasz go? To na chuja go zdradziłeś? – Kumpel nie przebierał w słowach.
            – Bo byłem głupi, szukałem wrażeń, lubiłem, kiedy Baron się tak stara, imponowało mi to, ale żałuję, uwierz mi! Żałuję, jak nigdy niczego…
            – Ale jakby nie wyciekły te zdjęcia, to pewnie nawet byś się nie przyznał i ruchał z nim dalej, co?
             Georg zatrzymał się pod domem chłopaków, a Bill potrząsnął głową.
            – Wcześniej może i miałem na to ochotę, ale kiedy byłem w Atlancie, tak za nim tęskniłem, że nie potrafiłem wyobrazić sobie dalszego życia bez niego. I wtedy zrozumiałem, że to jest bez sensu i, że zrobiłem Tomowi okropne świństwo… Przysiągłem sobie, że to się nigdy więcej nie powtórzy.
            – I chcesz mi powiedzieć, że w Atlancie byłeś taki święty? – kumpel uniósł lewą brew do góry.
            – Tam nic się nie działo, mieszkaliśmy w trzyosobowym apartamencie.
            – To co szkodziło odjebać trójkącik? – wyszczerzył się Georg, żartując. Nie miał jednak pojęcia, że wcale nie mija się z prawdą. Billowi mocniej zabiło, serce. Wiedział, że nikt się nie może o tym dowiedzieć i nikt się nie dowie, przecież tam nie było paparazzich.
            – Nie rób sobie żartów, Georg, bo mi wcale się śmiać nie chce – mruknął Bill, wysiadając.
            – Pamiętaj, jutro o dziesiątej spotkanie w studio! – Kumpel machnął mu na pożegnanie ręką i odjechał.
            Tego wieczoru Bill wysłał Tomowi tylko jednego smsa: „Kocham tylko Ciebie i nigdy nie przestanę.”